> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№46 kwiecień 2008

Solidarni głosem, a nie milczeniem — o zasadzie myślenia demokratycznego Karol Zamojski

Kiedy ginie człowiek bliski chcę protestować, chcę się sprzeciwić. Kiedy ginie ktoś obcy — nie interesuje mnie to. Nie rozumiem tego. Nie rozumiem milczenia. Nie wiem, dlaczego tak wielu mówi, że mój głos nic nie da. Że Tybetańczyka żadnego nie uratuje. Nie rozumiem dlaczego nie możemy myśleć o Tybetańczykach, i innych ciemiężonych przez totalitaryzmy ludzi na świecie, jako o wspólnocie solidarności. Dlaczego o sobie myślimy, że nasz głos jest pojedynczym głosem. Dlaczego w demokratycznym kraju, kontynencie, myśli się o sobie jako niezależnej jednostce. Dlaczego nie rozumiemy, że bycie obywatelem demokratycznego państwa, ZAWSZE JUŻ oznacza bycie reprezentantem. Dlaczego twierdzimy, że nasz głos jest osobny…

Mówi się, że w Polsce Solidarność zniszczyła komunizm. Chciałbym uszczegółowić: solidarność była najbliższym świadkiem, wspomagającym proces tanatologiczny, śmiertelnie chorej formacji społeczno-gospodarczo-kulturalnej. Komunizm zabiła wolność. Wolność wypowiedzi, wolność ducha. Wolność przeżyta jako wspólna. Wyrażona między innymi w solidarności jako ruchu społecznym.

Niniejsze rozważania są zaledwie problematyzowaniem wolności i demokracji, kłopotów globalnego myślenia, w kontekście Tybetu — bo on jest medialnie najgłośniejszy. Ale poprzez to stał się też symbolem wszelkiego światowego uciemiężenia.

Bądźmy solidarni w myśleniu i mówieniu o wolności ze wszystkimi, a dzisiaj z Tybetem. „verte” żyje i chce być jednym z wielu forów solidarności myśli i słów — działania. Punkt wyjścia nas nie interesuje. Interesuje nas przeżycie solidarności ludzi wolnych z tymi, którzy cierpią niewolę. Od dzisiaj teksty ze znakiem „Solidarni z Tybetem”, u nas, i tam gdzie redakcja podejmie trud współpracy, wpisują się w projekt przemyślenia wolności i solidarności.

1.

Poczucie „przynależenia”, tak samo jak zaufanie, przynosi korzyść w postaci solidarności międzyludzkiej i wyrastających z niej instytucji, powołanych, aby jej służyły i zapewniały wiarygodność.1

Tak Zygmunt Bauman charakteryzuje kłopoty wolności w czasach płynnej nowoczesności. W czasach tych, gdy fundamentalną zaletą najlepszego „towaru” na rynku pracy, jest zdolność do natychmiastowej zmiany miejsca pracy, zmiany kompetencji i zerwania natychmiastowego starych relacji oraz natychmiastowego nawiązania nowych relacji — jedyną zasadą społecznej sprawiedliwości jest solidarność. Bauman, projektując model solidarności w czasach płynnych, przywołuje zasady zawarte w programie Szwedzkiej Partii Demokratycznej:

Przychodzi taki moment, że każdy człowiek okazuje się słaby. Potrzebujemy się nawzajem. Żyjemy tu i teraz, razem z innymi, w samym środku zmiany. Wszyscy się wzbogacimy, jeżeli każdy będzie miał prawo uczestnictwa i nikogo nie zostawimy samemu sobie. Wszyscy staniemy się silniejsi, jeżeli zapewnimy bezpieczeństwo dla każdego, a nie tylko dla wybranych.2

Pierwszym pytaniem jakie winno się pojawić, jest pytanie o zakres obowiązywalności zasady solidarności. Czy jest to zasada lokalna, regionalna, krajowa, kontynentalna, czy globalna? Nie stanowi bowiem większego problemu ocena zasady solidarności, w każdym innym niż globalny, wymiarze. Każdy zgodzi się, o ile perspektywą myślenia jest u niego demokracja, że bez tak rozumianej solidarności nie sposób realizować demokratycznego państwa równych szans. Pytanie czy odpowiedzialność rozumiana dobrze w lokalnym układzie odniesienia poddaje się równie dobrze uzasadnieniu w globalnym układzie odniesienia.

Otóż druga półkula posiada znikome znaczenie dla naszej lokalnej codzienności — zdają się mówić rzecznicy myślenia kształtowanego krajobrazem tylko własnej codzienności. Dość stwierdzić, że to raczej wąskie horyzonty. Wszak będąc, a takimi jesteśmy, ukształtowani z europejskiej idei przygody, musimy czuć w naszych wyobraźniach potrzebę dbania o globalną przestrzeń przygodności. Kiedy bowiem jako Europejczycy, poddajemy, ciągle pewni siebie, pod rozwagę — nie pierwszy już raz — możliwość zaszczepienia naszego ducha demokracji w kraju zgoła innym za pomocą, bagatela, idei olimpijskiej, winniśmy czuć przemożną i nieodwracalną potrzebę odpowiedzialności. Bauman powie dalej:

Logika globalnej odpowiedzialności i globalnych aspiracji, jeżeli postawimy ją wyżej od logiki okopów, może pomóc Europie przygotować się do kolejnej przygody, być może większej niż jakakolwiek inna w przeszłości.3

2.

Czym jest wolność myślenia w świecie komunizmu?

Jeśli jednak życie gospodarcze i polityczne państwa kierowanego przez partię komunistyczną i partii samej jest uzależnione od naukowej i kulturalnej twórczości, to w jeszcze większym stopniu ta twórczość zależy od systemu sprawowanej władzy politycznej.4

Przywołany tutaj Leszek Kołakowski wskazuje, ze swojego własnego zapewne doświadczenia, że nie można pozostawić wolnej myśli w państwie komunistycznym samej sobie.

Giedroyć organizując „Kulturę” wiedział o tym doskonale. Jego starania, aby mówiono o Polsce, o jej kulturze, historii, o Polakach, nie były wymysłem człowieka, który marzył o karierze. Jakiejkolwiek — w kraju, czy poza nim.

Tybetańczycy, w jakiejś mierze samodzielni rzecznicy, z nieopisywalnej władzy woli świata, wolnej myśli i wolnego ducha, mimo iż od kilkudziesięciu lat państwowo niesamodzielni, pozostają dla nas, w ich obecnej sytuacji, wyzwaniem. Wyzwaniem odpowiedzialności. Ich autonomia, jako sposób realizacji państwowości, została naruszona w sposób kategorycznie niedopuszczalny.

Łatwo zauważyć, że zjawiska kulturalne, najbardziej uwrażliwiona tkanka społecznego organizmu, odczuwają również najdotkliwiej niszczące promieniowanie wszelkich ognisk degeneracji powstałych w organizmie.5

Nasze milczenie w sprawie tej tragedii narodu tybetańskiego jest milczeniem złowróżbnym. Jest milczeniem wyrastającym, tylko i wyłącznie, z braku duszy solidarnej. Wszelka argumentacja jest argumentacją zła egoizmu. Zła myślenia wywiedzionego z potrzeby posiadania najlepszego-miejsca-na-świecie-i-reszta-mnie-nie-interesuje. Ten duch nie jest duchem wspólnoty solidarności. Solidarności globalnej. Globalnej wioski.

Najbardziej wrażliwa sfera, korelat kultury we mnie — wolność, jest zagrożona po wielokroć bardziej niż dziedzictwo ją usprawiedliwiające. Wolny duch wszystko umożliwia. Gdy jest zagrożony — broni się. Siłą jego obrony jest solidarność widzów tej rozgrywki.

Jest też faktem naturalnym, że ogół zjawisk określanych konwencjonalnie i symbolicznie mianem „kultu jednostki” oraz wszystkie elementy jedynowładztwa lub oligarchii w życiu publicznym rozciągają swój wpływ rozkładowy i hamujący również na życie umysłowe.6

Kiedy jednostka, gdziekolwiek i w jakikolwiek sposób, przejmuje władzę w sposób absolutny — milczenie jest zawsze milczeniem zdrady. Jest milczeniem przyzwolenia na tłamszenie wolnych duszy i rozumów. Na mordowanie, w duchu prawa, godności osoby ludzkiej. Temu nie powiem nigdy TAK.

Milcząc, gdy ginie publicznie, społecznie lub prywatnie, mieszkaniec lub mieszkanka którejkolwiek części świata — nie z własnej woli, a z woli jedynie słusznej jednostki — zabijam samego siebie. Zabijam godność w sobie. Zabijam własne prawo do głosu. Zabijam siebie jako podmiot relacji. Zostaję wówczas sam — jako nikt absolutny.

Długotrwałe gwałcenie zasady demokratyzmu w sprawowaniu władzy, to znaczy zasady możliwie najszerszego udziału opinii powszechnej w podejmowaniu decyzji ważnych dla życia zbiorowego (a więc zasady różniącej w sposób istotny ruch rewolucyjny od sekty religijnej), doprowadziło do ujemnych skutków, z których najgroźniejszy jest bezwład inicjatywy masowej, paraliż możliwości zewnętrznych, a z czasem również uzdolnień do indywidualnej i kolektywnej samodzielności twórczej w życiu ekonomicznym, politycznym i indywidualnym.7

3.

Tybet i wydarzenia trwające tam od kilku tygodni, stały się zaczynem manifestowania myślenia w duchu: solidarni z… Przestrzeń solidarności nie umiera nigdy. Bowiem najpierw musieliby umrzeć WSZYSCY ludzie.

Rozum zniewolony to rozum, który bez zastrzeżeń uznaje podstawowe roszczenia rozumu politycznego i daje temu wyraz nie tylko na płaszczyźnie osobistego zaangażowania, lecz również na płaszczyźnie uprawianej dziedziny nauki.8

Twierdzę, iż jesteśmy chorzy zniewoleniem. Nasze milczenie jest rzecznikiem rozumu politycznego, który wkracza do Tybetu, Darfuru…

Gdzie jesteśmy? Gdzie jesteśmy? Jesteśmy?

© 2008 Karol Zamojski

Logo „Solidarni z Tybetem” zaprojektował Stefan Łapniewski.

1 Z. Bauman, Szanse etyki w zglobalizowanym świecie, Kraków 2007.

2 R. Taylor, Sweden’s New Social Democratic Model, Devon 2005.

3 Tamże.

4 L. Kołakowski, Pochwała niekonsekwencji. Pisma rozproszone z lat 1955-1968, Warszawa 1989.

5 Tamże.

6 Tamże.

7 Tamże.

8 J. Tischner, Etyka solidarnośći oraz Homo Sovieticus, Kraków 2005.

verte.art.pl > Myśl > Eseje > Solidarni głosem, a nie milczeniem

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski