> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№73-74 lipiec-sierpień 2010

Teatr przestrzenią s-kupu, czyli teatralne centrum handlowe Natalia Zielińska

Zapomnieliśmy już o teatrze jako miejscu magicznym - centrum magicznym, bo wybaczcie mi, jam grzeszna, ale widok jakże pięknej dupy, piersi, członka nie jest niczym magicznym. Jeżeli czyjaś dupa ma wznieść mnie ponad codzienność, to może to być jedynie dupa Brada Pitta. Bo przecież czyż to właśnie nie sztuka, a w niej jakże misyjny teatr ma wznosić nas ponad codzienność?

Raczej nie z żalem, lecz ze smutkiem zwracam się do Was, ludzie, czy to nie my sprawiliśmy, że to nasze części ciała są centrum sztuki? Czy to nie nimi handlujemy? Cóż z tego, że nie pokazujesz. Ty też handlujesz kupując kolejną rozebraną „sztukę”.

Im więcej pokażesz, tym Twoje akcję rosną - tak się robi karierę!

Tak więc z przykrością stwierdzam, że teatr jest początkiem wymiany, handlu. Chciałabym rzec: umiejętności, lecz przede wszystkim nie umiejętności i myśli, tylko ciał. Te ładniejsze (ciała) idą do filmu, te troszkę brzydsze zostają, a jak się wyrobią, to może… może...
A później teatr. myśląc, że się ratuje. otwiera scenę dla „najpiękniejszych” gwiazd.

Tak więc teatr rzeczywiście jest centrum, tylko centrum początku sprzedaży lub jej końca. Jak już się zrobiło chałturę, to teraz czas na coś markowego. Na jednej półce sadzamy Edytę Herbuś z aktorami. Bezczelnie oglądamy ją z bliska, naciskamy z różnych stron, w końcu wyśmiewamy. A kto pozwolił jej wejść na scenę? Lud pozwolił! Masa zezwoliła.

Z początkiem, naturalnie, rzecz się ma odwrotnie. Wiele współcześnie dobrze zapowiadających się młodych aktorów zaczyna od prestiżowej (?) sceny. Później przychodzi czas na chałturzenie, zrobiło się markę, czas ją sprzedać.

Z innej strony, za chałturę można o wiele spokojniej żyć, niż za „prestiż”. Nie zmuszam nikogo, żeby zostawał w teatrze i zarazem zbierał puszki, aby żyć, proszę mnie źle nie rozumieć, jednak zastanawiam się nad tym, co współczesny teatr proponuje zarówno aktorom, jak i widzom. Nie jest już to bezcenna oferta, ze słowem katharsis w menu, tym bardziej dobrze opłacany etat. Niegdyś przekonywało obcowanie z mistrzami i mistrzyniami, którzy i które przecież odchodzą, to był zaszczyt. A następców, ni widu, ni słychu…

Jednak czy mamy prawo robienia z teatru przestrzeni, kiedyś magicznej, dziś - prymitywnego centrum handlowego, które umiera wraz z pójściem do domu ostatniego kasjera lub kasjerki?
Teatr nie miał być szansą na karierę, teatr miał być miejscem spotkań sztuki. A nie pięknych ciał, „idealnego” towarzystwa wzajemnej adoracji, któremu jak się pokaże intymność, to klaszcze jak szalone i prosi o jeszcze.

© 2010 Natalia Zielińska

verte.art.pl > Myśl > Felietony > Teatr przestrzenią s-kupu, czyli teatralne centrum handlowe

z Google

© 2004-2010 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Monika Mohylowska