> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№68 luty 2010

Fortuna nie toczy się Kołem; nawet Krzywym.
Czyli o teorii Klubu Karol Zamojski

48 lat temu, dokładnie 3 lutego, władze PRL zamknęły Klub Krzywego Koła, jedną z ciekawszych i oryginalniejszych instytucji społecznych w ówczesnej, a i pewnie późniejszej, Polsce. 8 lat później nie było już w Polsce tych, którzy stanowili zaplecze intelektualne tego wolnomyślicielskiego klubu. A należeli do dyskutantów postaci niebanalne i dla historii intelektualnej Polski kluczowe. Byli to m.in.: Władysław Bartoszewski, Andrzej Dobosz, Paweł Jasienica, Jakub Karpiński, Leszek Kołakowski, Jacek Kuroń, Adam Michnik, Jan Józef Lipski, Karol Modzelewski, Stanisław Ossowski, Maria Ossowska, Antoni Słonimski, Jerzy Urban i szereg innych.

Można się zastanowić, po co pisać o Klubie Krzywego Koła. Przecież stare to lata, inny system. Wszystko inne. Ilu z nich juz nie ma... Jednak gdzieś rozum cały czas kłuje wątpliwość: jak to się dzieje, że doświadczenie ówczesne jest nam tak bliskie? Tylko jakby od drugiej strony. U nas nikt nie zamyka klubów dyskusyjnych. U nas dzisiaj nikt nie chce ich otwierać, organizować. Oczywiście, powie zwolennik mechanizmów rynkowych, płytko rozumianych, nie ma zapotrzebowania, to nie powstają. Pozwolę sobie jednak być odmiennego zdania.

Otóż w czasie, gdy uniwersytet przestał pełnić swą rolę społeczno-twórczą (jak to było, gdy jeszcze pełnił – znam temat wyłącznie z książek), a uczelnie mniejszej rangi zarzynają się w pogoni za miejscem na rynku, nikt już nie chce wyprowadzać na ów rynek intelektualistów. Bo i czas inny, i intelektualiści inni. Stary model jakby nieco wyblakł i zdaje się – nieużyteczny pozostał.

Ale przecież nie oznacza to, że intelekt nie domaga się swoich form wdrożenia społecznego. Intelektualiści potrzebują przecież mas do nauczania, a masy nauczycieli. Żeby już najprostszego dekodowania intelektualizmu użyć. Wchodząc nieco głębiej: władza potrzebuje intelektualistów napominających ją w swych nieracjonalnościach. A i intelektualiści potrzebują władzy łajającej ich za nazbyt daleko idącą krytykę. Wreszcie kreatywność społeczna domaga się tych konfliktów. Inaczej wszystko umiera.

Któż zatem powinien, jeśli nie samozwańcze kluby dyskusyjne, ćwiczyć w konflikcie. W atmosferze gorącej klubowej rozumności winny wykuwać się, czasem obłędne – a niech im tam – teorie światów wszelakich. Nie tylko wszak najlepszych.

Stawiamy zatem tezę: chodźmy do klubów, bo skapcaniejemy. Prywatność nasza, na drobne z zarobkowaniem rozmieniana, ściąga niechybnie zagrożenie totalnej anihilacji. Ileż można się spierać z własnym w lustrze odbiciem?

Niech dyskusja zagości w naszych relacjach. Na przekór modom supermarketowym, zamknijmy się za barykadą baru i tam roztoczmy wizje intelektualne sięgające podstaw codzienności. A może i krok dalej jeszcze. Podajmy w wątpienie wszystko, co się rusza, a zwłaszcza to, co się nie rusza – bo odzwyczajone: nasze rozumy. Zamiast przebierać nogami, przebierajmy komórkami. Nie, nie świecącymi plusa, ery i orange. Szarymi, naszymi własnymi.

Zostawmy zatem domy i mieszkania noclegom. A czasem nawet całkiem je zostawmy samotności. Cóż złego w kimaniu przy barze, gdy transcedentalnie ugruntowane? Idźmy do klubów. One cierpliwie na to czekają. Nasza własna, radosna i kreatywna przyszłość też tam na nas czeka. Przestańmy wierzyć mistrzom zarządzania i porządkowania. Pomieszajmy gatunki! Zbudujmy świat na nowo.

I pamiętajmy: dziś już nikt nam klubu nie zamknie. Choć sprawdzimy, co się stanie, gdy się w tych klubach wreszcie znajdziemy. Jeśli się znajdziemy...

© 2010 Karol Zamojski

verte.art.pl > Myśl > Felietony > Fortuna nie toczy się Kołem; nawet Krzywym. Czyli o teorii Klubu

z Google

© 2004-2010 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski