> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№37 lipiec 2007

Trzy wyobcowania, pani, co śpiewa i autorska kategoria tożsamości braku tożsamości Emilia Walczak

Dlaczego ja jeszcze w ogóle cokolwiek piszę? Odpowiedzieć można na dwa sposoby:

Istnieje dwojaka śmiałość: śmiałość płynąca z wyższości i śmiałość zrodzona z ciasnoty umysłu.1 Karol Marks

Wybór należy do Ciebie, drogi Czytelniku.

Krótki wstęp: dialektyka podróży i podróży

Podróże kształcą. Lecz nie dlatego, że się dużo widzi, dużo zwiedza, patrzy, słucha i nawiązuje nowe znajomości — bo tak najczęściej myślimy. Spójrzmy na podróż z innego punktu widzenia. Zwiedzanie i temu podobne nie kształcą, lecz wzbogacają nasze spektrum doświadczeń. My te doświadczenia obrabiamy w umyśle i w ten sposób „kształcimy” się sami; wszystko zależy od tego, co już wiemy, co mamy w głowach. Przyswajając nową wiedzę z podróży (najczęściej już w podróży — patrz dalej), nasza świadomość przekształca się holistycznie2. A dzieje się to w czasie podróży właśnie. Mówię tu o — zdaniem wielu — etapie najgorszym, czyli o przemieszczaniu się z punktu A do punktu B: autokarem, pociągiem, samochodem czy jakimkolwiek innym, mniej lub bardziej komfortowym środkiem transportu. Moim zdaniem ten etap, choćby i najdłuższy, jest niezwykle cenny.

Jakiś czas temu w ciągu pięciu dni spędziłam ponad 50 godzin (2 x 25) w autokarze sam na sam ze swoimi myślami… Była masa wniosków. Dziś znów wracałam skądś; przeszło trzy godziny spędzone w pociągu osobowym przyniosły pewne niespodziewane rezultaty. (Niespodziewane, bo, zmęczona, nie miałam zamiaru rozmyślać zbyt intensywnie; lecz samotna podróż rządzi się własnymi prawami). Przyczynkiem do tych nieoczekiwanych przemyśleń były moje rozmowy przeprowadzone wcześniej w punkcie A, których efektem była wymyślona przeze mnie ad hoc kategoria tożsamości braku tożsamości. Uznałam ją za wartościową i zaczęłam w myślach drążyć temat; a nuż tkwi we mnie jakiś potencjał (wszak pomiędzy Królewcem Kanta i moją Bydgoszczą widzę wiele analogii3).

Między punktem A a punktem B, a więc w podróży w moim rozumieniu, powstała teoria, którą zaraz wyłożę, siedząc dokładnie w punkcie B, myśląc o wyobcowaniu

1. Dzicz

Etap przed Kantem (dzicz) nie zasługuje na dogłębną analizę. Niepodzielnie panują instynkty i uczucia wymykające się spod kontroli. Lacan (1901-1981) pisał później, że sublimacja nie ma nic wspólnego z odseksualnieniem4, jak wcześniej sądził Kant (akt woli itd.). Ufam Lacanowi, bo był Francuzem i żył w XX wieku (moim zdaniem, w sposób bardziej przekonywający niż Kant, problem wyjaśnia Allport (1897-1967), stosując kategorię autonomii funkcjonalnej); Kanta trzeba obalić, tylko nikt nie ma dostatecznie skutecznych, sugestywnych, całościowo dopracowanych antytez, lecz, ufam, znajdą się (niech żyje Popper!). Verterzy, do dzieła!

2. Wyobcowanie jako kultura

Reinterpretacja Rousseau (kultura jako wyobcowanie). Kultura w mniemaniu Kanta (1724-1804) — jako zjawisko jak najbardziej pozytywne, związane z posiadaniem własnej moralnej tożsamości. Należało podporządkować się prawu. (…) etyka jego była uniwersalistyczna, nie znała indywidualnych przepisów ani indywidualnych dóbr5. Ale podporządkowanie było wolnym wyborem — wcześniej wspomnianym aktem woli, determinowanym przez rozum (notabene, wszyscy ludzie, posiadający te same, uniwersalne władze umysłowe, winni się podporządkować — też mi wybór…).

Wyobcowanie z natury, sublimacja, uduchowienie. „Małomiasteczkowy” purytanizm, myślę. Lecz możliwy jest powrót do dziczy, proszę bardzo — kwestia wolnego wyboru, możesz wrócić; jedyne, co tracisz, to status zdrowego na umyśle człowieka cywilizowanego. Między dziczą (etapem I) a etapem II zachodzi zatem proces dwukierunkowy, odwracalny. Załóżmy i przyjmijmy umownie, że Nietzsche (1844-1900) mógł jeszcze nakłaniać do powrotu. Po dokonanej rewolucji przemysłowej jego biadolenia były daremne.

3. Wyobcowanie 2

Za czasów Simmla (1858-1918) doszło do drugiego wyobcowania — wyobcowania z kultury, które nie oznaczało bynajmniej powrotu do natury. Od natury (dziczy) odsunęliśmy się bowiem jeszcze dalej, gdzieś w głąb samych siebie (wyalienowanie). Każdy stworzył sobie swoją prywatną moralność i tożsamość.

Wolność od wartościowania. Prywata; każdy sobie sterem, okrętem, żeglarzem. Powstała Kultura II (lub inaczej: etap 3. o nazwie — „Kultury”).

Wiem, że teraz pojawia się pytanie: no, przecież czasy rewolucji przemysłowej, to nowoczesne, panoptyczne glajchszaltowanie, czy wszyscy ludzie nie powinni być zatem tacy sami? To jest właśnie, podejrzewam, pewien paradoks. Analogicznie, dziś musielibyśmy twierdzić, że wszyscy pracownicy Géanta to robotnicy rodem z „Metropolis” Fritza Langa. Tymczasem, po zrzuceniu uniformu (zresztą w trakcie noszenia też), każdy z nich jest inny: jeden jest niespełnionym poetą przymierającym głodem, drugi ma tylko pół mózgu, trzeci, psychopata (?), chce dokonać masakry na KUL-u itp. Podobnie musiało być 100 lat temu.

A) Wyemancypowaliśmy się: albo sami — tu wysłuchajmy pana Karola Marksa (1818-1883):

Doznania zmysłowe i miłość własna, przyjemność i dobrze zrozumiany interes osobisty — oto podstawa wszelkiej moralności.6

…prawo człowieka do wolności opiera się nie na związku człowieka z człowiekiem, lecz przeciwnie, na odgradzaniu się człowieka od człowieka. Ono jest właśnie prawem tego odgradzania się, prawem ograniczonej, do samej siebie ograniczonej jednostki.7

Atom nie ma potrzeb, jest samowystarczalny; świat poza nim jest absolutną pustką, to znaczy jest bez treści, bez sensu, bez znaczenia, właśnie dlatego, ze atom ma w sobie samym całą pełnię.8

B) Albo: oko „strażnika” pomogło nam osiągnąć ów stan samotniczy, o którym mówię:

Tłum — zwarta masa, miejsce rozmaitego typu przepływów, tworzących się indywidualności, zbiorowa organizacja — zostaje zlikwidowany na rzecz kolekcji odseparowanych od siebie indywidualności. Z punktu widzenia strażnika zastępuje go możliwa do przeliczenia i skontrolowania wielość; z punktu widzenia więźnia — skonfiskowana i podglądana samotność.9

Etap ten, który trzeba nieodzownie nazwać nowoczesnością, panujący w postaci zwyrodnionej również po wojnach światowych (pokłosiu Wyobcowania 2), zrodził teorię krytyczną, która przysłużyła się (w sposób niezamierzony) budowaniu na grząskim gruncie utopijnych planów w latach 60. XX wieku. Hippisi w sposób majaczliwy pragnęli powrotu do natury. Ich chęci okazały się oczywiście płonne, gdyż dwukierunkowość procesu kolejnych wyobcowań skończyła się wraz z Kantem. Droga do natury zamknęła się; za nami zamknięte na wieki żelazne drzwi, odlane przez człowieka nowoczesnego. Przed nami zgoła nieciekawa perspektywa.

4. Wyobcowanie 3

Ten jednokierunkowy proces nadal postępował, co jest dowodem na to, że zawsze może być jeszcze gorzej (ciągle to powtarzam!). Ponowoczesność. Wyobcowaliśmy się z nas samych za sprawą (nowych) mediów. Straciliśmy własną tożsamość. (Dlatego też Michael Jackson w końcu uwierzył, że jest Dianą Ross).

24h reklama w telewizji, teledyski. Chcę wyglądać tak, jak ta pani, co śpiewa, co reklamuje H&M. Potem chcę wyglądać jak jakaś inna. Albo nie, może lepiej tamta… Pani, co śpiewa też nie wie, kim jest, bo na pewno nie sobą:

I’m not myself when you’re around
I’m not myself when you go quiet
I’m not myself all alone at night
I’m not myself standing in a crowd
I’m not myself and I don’t know how
I’m not myself, myself right now
Don’t know what I believe
10

Nie ma(m) mnie; zmieniam kolor włosów co miesiąc. Codziennie wszystko burzę. Jeżeli mielibyśmy mówić o jakiejkolwiek tożsamości (bo brak tożsamości jest niemożliwy — por. analog. sytuację filmowej franc. Nowej Fali — szybko okazało się, że brak formy jest nową formą, brak konwencji — konwencją, a odrzucenie snobizmów — popadnięciem w kolejny snobizm), to tylko o tożsamości braku tożsamości, lub ew. pluralizmie tożsamości, z czym trzeba się, niestety, pogodzić, bo powrót, choćby do etapu wcześniejszego (3.), etapu prywaty tożsamościowej, jest niemożliwy (przypominam: proces jednokierunkowy od momentu Wyobcowania 2).

Stąd też, oczywiście, wynika, że natura jest hen-hen za nami i już nic nas z nią nie łączy. (Dlatego całkiem zdroworozsądkowy i w pełni uzasadniony jest, dobrze wszystkim znany, pozornie chimeryczny wstręt [Woody] Allena wobec wszystkiego, co wiejskie11). Duchowe przeżywane wakacji w Bieszczadach jest wmawianiem sobie przeświadczenia, że jesteśmy „dziećmi natury”. Z zaciśniętymi zębami, dzielnie znosimy seryjne ukąszenia wściekłych komarów, oby tylko nie stracić złudzeń. Na dłuższą metę cała sprawa trąci sektą, na czele której stoją producenci sprzętu górskiego i właściciele fabryk Gore-Texu.

A moralność? Wolne żarty. Szukają jej tylko szaleńcy próbujący stworzyć jakąś — tzw. — „nową moralność”. Stąd dzisiejsza moda na nową falę religijności.

Anything goes! — dlatego szybko wolnomyślę i bez zastanowienia publikuję. Jutro stwierdzę, że bez sensu i przyłączę się do protestantów. Pamięć krótka, łatwość zapominania, brak zakorzenienia.

W niestabilnym świecie płynnej nowoczesności, w którym formy niemal nigdy nie zachowują swojego kształtu na tyle długo, by wzbudzić zaufanie i zakrzepnąć, zyskując trwałą wiarygodność (a już na pewno nikt nie potrafi powiedzieć, kiedy to nastąpi i czy w ogóle nastąpi), lepiej iść, niż siedzieć, lepiej biec, niż iść, a jeszcze lepiej — surfować. Surfing korzysta z lekkości i zwinności surfera; dobrze też, jeśli surfer nie zżyma się zbytnio na wyrastające przede nim fale i gotów jest w każdej chwili uwolnić się od nabytej już wiedzy wraz z zapewnianą przez nią hierarchią wartości.12

© 2007 Emilia Walczak

1 Karol Marks, Myśli, wybrali J. Błuszkowski i A. Wajda, wstępem opatrzył J. Błuszkowski, PIW, Warszawa 1978, s. 20.

2 Jeżeli w podróży spożywamy alkohol, jest to tzw. alko-holizm.

3 Buńczuczny żart sytuacyjny.

4 Slavoj Žižek, Patrząc z ukosa. Do Lacana przez kulturę popularną, przeł. J. Margański, Wydawnictwo KR, Warszawa 2003, s. 128.

5 Władysław Tatarkiewicz, Historia filozofii. Tom drugi. Filozofia nowożytna do roku 1830, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2003, s. 178.

6 Karol Marks, dz. cyt., s. 61.

7 Tamże, s. 48.

8 Tamże, s. 63.

9 Michel Foucault, Panoptyzm, [w:] tegoż, Nadzorować i karać. Narodziny więzienia, przeł. T. Komendant, Fundacja ALETHEIA, Warszawa 1998, s. 196.

10 Madonna Ciccone, X-Static Process, z płyty: Amercian Life, Maverick/Warner Bros., 2003.

11 Z recenzji: Eric Lax, Woody Allen. Biografia, przeł. E. i D. Wojtczakowie, Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 1998.

12 Zygmunt Bauman, Razem osobno, przeł. T. Kunz, WL, Kraków 2003, s. 113.

verte.art.pl > Myśl > Eseje > Trzy wyobcowania, pani, co śpiewa i autorska kategoria tożsamości braku tożsamości

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski