> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№44 luty 2008

Uwięzieni w komunikacji — człowiek poza czasem i przestrzenią Monika Buchholz

Wiadomo, że każdy z nas jest istotą ściśle związaną z rzeczywistością, która poszukuje swego „ja” pomiędzy bytami realnymi. Świat jest związany z nami i my ze światem. Codziennie przekraczamy jednak jego granice. Jednostka zaczyna stawać się czymś poza, wykraczając daleko ponad dane realia. Przekraczając próg bytowania jesteśmy już kimś więcej niż tylko ograniczonym, małym istnieniem. Nasze możliwości stają się niesamowicie szerokie; wyobraźnia objąć ich nie zdoła. Gdzie leży granica naszego istnienia? Ile dziś możemy nie tracąc niczego z bycia człowiekiem?

Osoba, która codziennie może komunikować się z całym światem przeskakując przestrzeń, nie jest już tylko osobą. Kim więc się staje? Co dała nam możliwość widzenia całego świata z jednego miejsca? Jaki ten świat jest? Czy jest to świat prawdziwy? Taki, jaki widzimy, kiedy wychodzimy z domu? Na ile możemy być pewni, że to co czytamy istnieje rzeczywiście?

Wezmę pod uwagę cudowny wynalazek, jakim jest komunikator internetowy, którego nazwa Instant Messenger mówi sama za siebie, o tym, jakiego typu rozmowy można prowadzić. W polskim tłumaczeniu jest to „Komunikacja natychmiastowa”, jednak według mnie trochę mija się to z prawdą, choć nie do końca. „Instant”, czyli coś skondensowanego… coś drugiego gatunku, kojarzące się od razu z „zupami w proszku”, pozbawionymi wszelkich właściwości odżywczych, a nawet wręcz szkodliwych dla zdrowia. „Messenger”, czyli posłaniec, chłopiec na posyłki, kurier bądź goniec. Sądzę, że komunikator to jest właśnie taka skondensowana sucha papka, którą na dodatek ktoś przenosi z miejsca na miejsce. Rozmowa przez np. popularne gadu-gadu jest to patrzenie na słowa zapisane w karcie z jakimiś śmiejącymi się, bądź płaczącymi głowami koloru żółtego, ani trochę nieprzypominającymi prawdziwych głów i prawdziwych emocji. Jednak te tzw. „emotki” mają nam pomóc w komunikacji na odległość, pozwalając odczytać czyjeś uczucia, których nie można wyrazić słowami. Jak więc to wygląda? Jestem smutna wklejam głowę z łukiem, zamiast ust, skierowanym w dół. Taki sposób komunikacji odbiera nam możliwość obcowania z drugą osobą w sposób, jaki był nam dany od początków naszego istnienia. Zostaliśmy wrzuceni w techniczny worek, który przybiera kształt plastikowego pudełka. Wolno zmieniająca się jednostka, zamknięta wraz z pędzącą machiną, zaczyna gubić się w sieci krętych ścieżek, które nie wiadomo dokąd prowadzą. Pełni poczucia prawdy i realności, którą jesteśmy w stanie zweryfikować, nagle stajemy przed czymś, co daje nam tylko zbiór znaków graficznych poukładanych w jakąś nieogarniętą całość. Staramy się złapać to, co istotne, jesteśmy gotowi i odważni, aby to uzyskać. Jednak czym możemy być, kiedy sami jesteśmy ograniczeni, a stajemy przed szybko rozwijającą się techniką, która ogarnia świat bez granic? Jak odnaleźć się w świecie „wszystkiego”, kiedy sami jesteśmy „niczym”?

Wracając do komunikacji pomiędzy dwiema osobami, widać, jakim marnym medium jest internet. Skąd biorę pewność, że osoba, z którą rozmawiam, to właśnie ta osoba, którą kiedyś widziałam? Czy pojęcie pewności w ogóle istnieje? I czy istnieje pojęcie prawdy w tym „innym” świecie?

Czym jest zatem prawda? Według Arystotelesa, prawda to zgodność treści sądu z rzeczywistym stanem rzeczy. Jak więc odnieść „rzeczywisty stan rzeczy” do cyberprzestrzeni? Jakże przekłamany staje się obraz drugiej osoby, z którą się komunikujemy. Dosłownie można to przypisać do patrzenia przez oko kamery, gdzie widać postać, która rożni się od tej rzeczywistej. Często słaby sprzęt stwarza nową osobę, wyglądająca jak sklejoną z kawałków puzzli. Medium, jakim jest internet, połyka część realności, zjada tę prawdę, którą tak bardzo chcemy odnaleźć. Przenosi nas w przestrzeni, jednak już nie nas, tylko „coś”, czym się stajemy. W wirtualnym świecie nie możemy być realni. Jesteśmy „cyberczłowiekiem”, bo już nie człowiekiem. Nawet nasz głos staje się cyfrowy, a nasze słowa są tylko znakami. Granice realności według mnie w ogóle nie istnieją w tym świecie-„nie-świecie”. Realność jest czymś tak ściśle związanym z rzeczywistością, że samo myślenie o czymś prawdziwym „przez” i „w” internecie mija się z celem szukania prawdy tu i teraz. Tylko realność i tylko czas i przestrzeń są wartościami. Cyberświat jest pozbawiony tego wszystkiego, i dlatego człowiek jako istota wartościująca ma problemy, aby się tam zadomowić i w każdej chwili mieć siłę odejścia od okna „pozaprzestrzeni”. Coś, co jest tak „poza”, przyciąga nas będących „tu”. Otrzymujemy złudę wszelkich możliwości, jesteśmy karmieni tym proszkiem z kolorowej torebki, który tak bardzo nam smakuje i bez którego nie potrafimy już żyć.

© 2007 Monika Buchholz

verte.art.pl > Myśl > Eseje > Uwięzieni w komunikacji

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski