Celem niniejszego eseju jest rozważenie w sensie i kontekście historycznym za jakie prawo (naturalne czy stanowione) uznawana była w historii tej idei wolność słowa. Pragnę na wstępie podkreślić, iż w sensie ontologicznym odpowiedź na pytanie postawione w temacie jest jednoznaczna: wolność słowa jest prawem stanowionym, więc jednocześnie stawianie tego zagadnienia w tym kontekście nie ma sensu. Nie ten kontekst jednak będzie ważny dla moich rozważań, ale historyczny. W nim właśnie możliwa jest odpowiedź niejednoznaczna, a nawet mówienie o relacji między prawem naturalnym a stanowionym. Nie interesuje mnie zatem rozstrzygnięcie, a raczej zbadanie założonej koegzystencji terminów: prawo naturalne i stanowione odnoszących się a priori do wolności słowa.
Rozpocznę je od zbadania sposobu istnienia wolności słowa w państwie o ustroju postulowanym przez Platona, który pisał: W końcu też, gdy oceniałem istniejące dziś państwa, doszedłem do przekonania, że wszystkie bez wyjątku są źle rządzone: ich porządek prawny był tak zepsuty, iż niemal niemożliwe było uleczenie go, chyba że nadzwyczajnie przygotowane działanie zbiegłoby się ze szczęśliwym przypadkiem. I musiałem, ku chwale prawej filozofii, przyznać, że tylko ona pozwala dojrzeć, co jest zarówno w sferze publicznej, jak i prywatnej, godziwe, a więc pokolenia ludzkie uwolnią się od niewoli dopiero wtedy, gdy albo rzetelni i prawdziwi filozofowie dojdą do władzy politycznej, albo ludzie, którzy dziś państwami rządzą, staną się z boskiego wyroku naprawdę filozofami.1 Idealne państwo to według niego utopia, w której słabość jednostek ma być zrekompensowana podziałem pracy oraz ustabilizowanym porządkiem, w którym można wyróżnić trzy kasty: uczonych, wojskowych oraz stan żywicieli-wytwórców. Obowiązuje w nim model pięćdziesięciu lat kształcenia władców-filozofów, gdyż wychowanie (paideia) jest podstawą państwowości. Poza tym dobro wspólnoty uznane zostaje za dobro najwyższe, co konotuje ważkie konsekwencje: brak własności prywatnej oraz prawa obowiązujące wszystkich — łatwe w interpretacji i znane ogółowi. Co najważniejsze jednak, Platon postuluje wygnanie z państwa poetów, którzy mogliby stać się krytykami nowego porządku. U twórcy idealizmu wolność słowa nie ma zatem racji bytu.
Z kolei u Arystotelesa państwo również jest stworzone dla dobra wspólnego, ale system polityczny znajduje oparcie w reprezentantach stanu średniego. Za najlepszy uznany jest ustrój mieszany: politeja jako złoty środek wśród skrajnych rozwiązań. Co znamienne u genezy państwa legła — według Stagiryty — potrzeba życia w państwie, która jest przez niego interpretowana jako naturalna skłonność i potrzeba człowieka.2 Owa prospołeczność implikuje również — moim zdaniem — wolność słowa jako naturalną potrzebę, jednakże w czasach demokracji ateńskiej przynależy ona jedynie części społeczeństwa, to znaczy tym, którzy posiadają prawa obywatelskie. Dzięki nim mogą przemawiać na agorze, co czyni demokrację bezpośrednią, nie przekształcając jej w plutokrację. Owego prawa do wolności słowa pozbawieni są niewolnicy oraz kobiety. Tym niemniej są oni pozbawieni wolności całkowicie, np. niewolnik jest tylko narzędziem. Nie rozstrzyga się zatem w pozostałych wypadkach osób, którzy nie są obywatelami, o ich naturalnych potrzebach uznanych za ludzie. Nie spełniają oni bowiem postulatu bycia człowiekiem w rozumieniu Arystotelesowskim.
W przypadku rozważanej interpretacji wolności słowa u Arystotelesa, warto jeszcze zwrócić uwagę na jego bezprecedensowe docenienie rangi mowy, tzn. języka. Zauważa on bowiem, że ta umiejętność jest przynależna tylko rodzajowi ludzkiemu, co czyni go tym samym skłonnym do zrzeszania się, tzn. tworzenia państwa. To też odróżnia go — w sposób oczywisty — od świata fauny. Człowiek jest bowiem zwierzęciem społecznym. Notabene posługiwanie się językiem ową zwierzęcość niweluje.
O ile zatem nie jest to powiedziane wprost, ale wydedukowane, należy uznać, iż wolność słowa jest prawem naturalnym, bo przyrodzonym, człowieka. Do tej kategorii zaliczają się jednak tylko obywatele polis, którym przynależy wraz z całym sztafażem obowiązków i przywilejów państwowych.
Natomiast Milton — pierwszy, który napisał wprost o wolności słowa — nie neguje potrzeby istnienia prawodawców, ale nie uważa też, iżby cenzura była najlepszym środkiem do osiągnięcia dobrego ustroju. Wszakże Bóg obdarzył człowieka wolną wolą, a wprowadzenie cenzury powoduje upadek nauki i sztuki dyskusji. Mówi on, że zakazując, nie nauczymy moralności. Występuje zatem przeciw cenzurze Platona, ale opowiada się za wychowaniem platońskim. Z kolei, nawiązując do Arystotelesa, twierdzi iż prawda i tak zwycięży, choćby chciano ją zanegować. Natomiast samo dążenie do wiedzy to ścieranie się wielu zdań — może w każdym być trochę prawdy. Jako ludzie jesteśmy ograniczeni swoim rozumem, zatem Bogu pozostawmy ostateczne rozstrzygnięcia, do których my możemy tylko dążyć.3
Według Miltona wolność słowa leży zatem w gestii Boga, który obdarzył człowieka wspomnianą wolną wolą. Nie jest zatem ona przyrodzona, ale ofiarowana. Tym niemniej może być traktowana jako prawo naturalne — ustanowione przez najwyższego prawodawcę, tzn. przez Stwórcę.
Z kolei według Spinozy umysł ludzki nie może podlegać cudzemu prawu, gdyż zdolność do rozumowania wolnego i sądzenia o rzeczach wszelakich jest przymiotem osobistym, który posiada każdy, a tylko otrzymał go od Boga. Widoczna jest w tej kwestii różnica w poglądach filozofa i Miltona. Według tego pierwszego każdy ma prawo rozsądzać na tej podstawie, co jest prawdą, a co nieprawdą. Przy czym narzucanie prawdy to władza tyrańska, despotyczna. Zakazy państwa są zatem nierozsądne, a rozsądne jest, gdy wolność sądzenia pozostawi każdemu. Celem państwa jest bowiem wolność: oczywiście racje są różne, ale idea państwa nie przeczy zdrowemu rozsądkowi, więc każdy może ustąpić na rzecz państwa, gdyż jest to zgodne ze zdrowym rozsądkiem. Poza tym nie można żyć według własnego widzimisię, a najwyższą moralnością jest dążenie do spokoju i pokoju. Szanując umowę — szanujemy uchwały państwa. Oczywiście wynika z tego pewna niedogodność, ale nic nie jest doskonałe4 — konkluduje Spinoza.
W jego ujęciu wolność słowa jest zatem przyrodzona (otrzymana przez Boga), ale jednocześnie rozsądne jest zrzeczenie się części tej wolności na rzecz państwa. Co w konsekwencji powoduje, że prawo naturalne jest zgodne z prawem stanowionym. Obowiązuje tu pewna zasada, która mówi o tym, że w toku dziejów to katalog praw naturalnych stał się podstawą do stworzenia praw stanowionych.
Inaczej to zagadnienie ujmuje Wolter. Atakuje on wszelki dogmatyzm religijny, w którym dostrzega korzenie nietolerancji, braku wolności, prześladowań i niesprawiedliwości. Bóg według niego istnieje, bo stworzył świat, ale nie można o nim wiele powiedzieć — tym bardziej nie można powoływać się w jego imieniu na pewne prawdy. Tym samym Wolter z całą stanowczością występuje przeciw fanatyzmowi religijnemu, a opowiada się za tolerancją, bo ona jest synonimem wolnomyślności. Poza tym tylko w swobodnej dyskusji prawda zawsze triumfuje. Przeto zarówno ze względów naukowych, jak i społecznych wolności słowa nie powinno się w żaden sposób ograniczać — każde wyznanie religijne ma być uprawnione.5 Zdaje się zatem, iż Wolter postrzega wolność słowa w kategoriach prawa naturalnego z tradycji sofistycznej, interpretowanego jako fundamentalna potrzeba ludzka, taka na przykład jak potrzeba zaspokajania głodu.
Natomiast Hume określa działanie pozytywne jako takie, które jest użyteczne albo przyjemne dla samej jednostki lub dla innych, na przykład dla wspólnoty. Jednostka postępuje nie tylko stosownie do własnych interesów, lecz zdolna jest jako istota społeczna (Arystoteles) dzielić z innymi uczucia i interesy, ponieważ jest częścią jakiejś zbiorowości. Kiedy osobista aprobata lub jej brak dla danego działania rości sobie prawo do ogólności, powstaje sąd moralny. W ten sposób — w obrębie danego społeczeństwa — rozwija się ogólne, nadrzędne kryterium oceny.
Warto odnotować, iż Hume odrzuca kategorycznie prawo naturalne oraz koncepcję umowy społecznej, gdyż do stworzenia porządku prawnego dochodzi w sposób naturalny poprzez brak dóbr, których ludzie potrzebują, a ludzie zawsze chcą zatrzymać to, co osiągnęli. Dlatego pożądany jest ustrój, który gwarantuje pokój i bezpieczeństwo, a jednostka podporządkowuje mu się, ponieważ — nawet gdy w poszczególnych wypadkach ma to dla niej szkodliwe skutki — w całości czerpie z tego duże korzyści.6 W tych kategoriach należy zatem rozpatrywać także ograniczenia wolności słowa przez prawo stanowione.
Przedstawicielem innej tradycji jest Radiszczew, który w swej „Podróży z Petersburga do Moskwy” odwołuje się do panowania Katarzyny II, przez którą został zesłany na Syberię. Krytyka cenzury jest zarazem u niego krytyką rządów. Przy czym powołuje się on na Herdera, wspominając, że dobry władca winien dopuszczać krytykę, gdyż cenzura powoduje szkody w oświacie, nauce oraz okaleczanie książek. Zatem: Niechaj drukuje się wszystko, co komu przyjdzie do głowy. Kto uzna, że skrzywdzono go w druku, temu niech będzie dane prawo zwrócenia się do właściwego sądu. Natomiast prawdy nie należy traktować jak obelgę. Pomówienia świadczą o tym, kto je wypowiada, a nie o tym, kogo dotyczą. Prawda i tak zwycięży: Puśćmy wodze, a każdy zobaczy, co jest mądre, a co głupie. Zakazy cenzorskie wynikają z hipokryzji rządzących, a słowo nie jest jeszcze czynem. Zatem treść niech oceniają czytelnicy, to oni bowiem obdarzą autora wieńcem lub jego książkę zużyją do innych celów niż edukacyjne.
Postulowana nieograniczona wolność słowa pociąga zatem za sobą możliwość nieskrępowanej debaty publicznej, która nie jest akceptowana przez rządzących. W przypadku zatem tyranii wolność słowa nie jest ani prawem naturalnym, ani stanowionym. Jest zatem wykluczona z przywilejów, jako zbędny i szkodliwy dla państwa i społeczności.
Natomiast według Herdera, człowiek swoją szczególną pozycję zdobywa dzięki językowi, który staje się medium świadomego kształcenia, zatem on pierwszym wyzwoleńcem wśród stworzeń, przy czym to dopiero kultura (wolność i otwartość na świat) kształtuje jego naturę.
W swych rozważaniach na temat wolności słowa twierdzi on, iż sąd człowieka musi mieć uzasadnienie, a państwo nie może pozwalać na wszystko w imię pomyślności ogółu. Z tego założenia nie wynika jednak odrzucanie tego, co dobre i pożyteczne, tzn. krytyki, która umożliwia zmianę. Zatem władza nie może jej zakazać. Lepiej bowiem jest być wyrozumiałym niż okrutnym. Poza tym państwo dobrze rządzone nie boi się krytyki, bo ona nie doprowadza do jego upadku. Ponadto winno pozwolić na transfer kultury z innych krajów, gdyż także wolność nauk sprzyja dobremu wychowaniu, a więc dobremu państwu. Sami władcy powinni pisać, tzn. pracować naukowo, by dawać przykład: pióro bowiem nie szkodzi ani berłu, ani buławie: zatem władca, aby wspierać nauki, sam winien być uczonym. To wiedza bowiem konstytuuje ustroje, gdyż one rozwijają się wraz z postępem wiedzy. Z kolei tylko powszechność edukacji może sprawić, że zwodnicze pisma nie będą miały na ludzi wpływu.7
Wolność słowa utożsamia zatem Herder z prawem do krytyki, także tej stricte naukowej. Jest ono prawem stanowionym, ale wyniesionym do rangi prawa podstawowego, które przyczynia się do udoskonalania jednostek, a w konsekwencji do służenia zbiorowości.
Podobną postawę prezentuje Humboldt. Według niego najlepszym ustrojem jest liberalizm arystokratyczny. W państwie dużą rolę winni odgrywać intelektualiści, ale i ich należy ograniczać zgodnie ze standardami państwa prawa, które stoi tylko na straży bezpieczeństwa i dobrobytu obywateli, a nie ingeruje w ich życie prywatne, gdyż zbytnia troska demoralizuje. Nie jest to także potrzebne, gdyż cały naród połączony jest spójnią psychiczną. Zatem ważną wartością dla całej zbiorowości jest język: romantyczna emanacja ducha narodu.
Podejście Humboldta do wolności słowa jest nowoczesne. Wprowadza on bowiem istotny czynnik konieczności ograniczenia interwencjonizmu państwowego. Przy czym prawo reguluje wszelkie formalne związki i zależności między ludźmi, pozostawiając duży margines wolności — także słowa — dla związków nieformalnych, w obrębie których ludźmi rządzą emocje oraz zwyczaje. Ważnym aspektem jest zatem wyraźne oddzielenie sfery publicznej od sfery prywatnej, w którą państwo, a także prawo nie ingerują.8
Natomiast Kant twierdzi, że wolność i równość przynależy obywatelom posiadającym wewnętrzne prawo moralne. Przy czym — według niego — ograniczeniom przez społeczeństwo podlega tylko to działanie, które narusza wolność prawną innej jednostki (swobodna działalność w społeczeństwie). Prawo wyraża ogólnoludzką rozumność, trudno więc go nie akceptować. Z tej zasady wynika słynny imperatyw kategoryczny, który brzmi: działaj na zewnątrz tak, aby używanie twojej własnej woli mogło współistnieć, zgodnie z ogólnym prawem, z wolnością każdego. Umowa społeczna, dzięki której powstaje państwo, bierze się z rozumności. Natomiast zmiany ustroju są konieczne, a reformy powinna inspirować krytyka rządu w publicznych wypowiedziach wolnych od cenzury. Dzięki temu zapewniona i uzasadniona jest wolność słowa i druku. Wszelkie ograniczenia — według Kanta — sprzyjają bowiem spiskowaniu przeciwko władzy, natomiast krytyka doskonali państwo. Przy czym filozof z Królewca nie uległ częstemu u filozofów złudzeniu, jakoby intelektualiści, krytykujący panujący ustrój, byli predestynowani do rządzenia państwem i jego ulepszania. Uważał, że filozofowie i politycy pełnią odrębne funkcje: był zwolennikiem podejmowania działań reformatorskich przez rządzących, by utrzymać zasadę legalizmu i autorytetu prawa.9
Reprezentował zatem poglądy uzasadniający konieczność uznania wolności słowa za prawo fundujące ustrój państwowy. Wszak winno ono zrzeszać: równych, wolnych oraz odważnie krytykujących państwo w trosce o jego dobro. Wolność słowa traktowana jest zatem jako obowiązek publiczny.10
Z kolei Mill w sposób zdecydowany opowiada się za wolnością indywidualną i społecznym pluralizmem, a przeciw tyranii tłumu i opinii publicznej. Wolność poglądów i dyskusji nie może — według niego — podlegać żadnym ograniczeniom, gdyż prawda może być zduszona, i są na to liczne przykłady w historii. Nie powinno się oceniać wyznawców innego sądu, a każda sprawa winna być poddana dyskusji: jeśli bowiem nie jest prawdą, zostanie obalona. Natomiast jeśli jest prawdą — nie może stanowić martwego dogmatu. Nie powinniśmy jednak zakładać własnej nieomylności, a owa pokora winna być jedynym ograniczeniem wypowiedzi, usankcjonowanym przez prawo. Mill odróżnia przy tym działania, które w pierwszym rzędzie dotyczą nas samych, od tych, które odnoszą się przede wszystkim do innych. Te ostatnie znajdują swoje granice w wolności innego i tylko w odniesieniu do nich dozwolona jest interwencja państwa.11
Natomiast według Berlina, wolność mierzy się zazwyczaj zakresem, w którym nikt nie ingeruje w naszą działalność. Stąd pojawiające się u tego myśliciela rozróżnienie na wolność negatywną i pozytywną: wolność polegającą na tym, że jestem sam sobie panem oraz na tym, że inni nie przeszkadzają mi czynić tego, co chcę. Współpracują tutaj dwie wartości: to, co ja mogę zrobić, i to, co mogą mi zrobić inni.12
W koncepcjach dwóch wspomnianych filozofów wolność słowa ograniczona jest przez inne fundamentalne prawo mogące być określone jako naturalne, a sprowadzające się do zasady: nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe. Prawo do wolności słowa jest zatem ograniczane przez swoistą introspekcję oraz troskę o dobro Innego. Owa troska znajduje odzwierciedlenie w literze prawa stanowionego, natomiast sama wolność słowa wydaje się być czymś wyższym, przyrodzonym każdemu człowiekowi, probierzem możliwości fundowania porządku, nie tylko społecznego, ale i prawnego.
Warto w tym kontekście zauważyć, iż przepisy prawne formułowane są w języku, a więc dociekania na temat regulacji każdego z państw mogą być podstawą do orzekania na temat kondycji oraz relacji łączących jednostki, co można przeprowadzić, zwracając szczególną uwagę na status wolności słowa oraz praktykę egzekwowania przestrzegania paragrafów to prawo najczęściej ograniczających.
Po przeprowadzeniu tego krótkiego, ale — w zamyśle moim — wyczerpującego przeglądu relacji łączących prawo naturalne i stanowione, za które może być uznana wolność słowa, co z założenia stało się strategią interpretacyjną tego pojęcia, należy zwrócić uwagę na trzy kwestie. Po pierwsze, wolność słowa w zachodniej tradycji filozoficznej oraz prawnej jest traktowane jako prawo naturalne człowieka. Po drugie, może ono być z różnych przyczyn ograniczane przez prawo stanowione w trosce o dobro wspólne (publiczne) lub jednostkowe (prywatne), ale zawsze potrzeba jego istnienia jest odniesieniem dla wszelkich regulacji tego typu. Po trzecie, po przeprowadzeniu analizy zdaje się, iż wolność słowa jest wartością fundującą wszelkie inne, które charakteryzują nasz krąg kulturowy.13
© 2008 Małgorzata Zamojska
1 Z fragmentu Listu VII Platona.
2 Na podst. Metafizyki i Polityki.
3 Na podst. Areopagitica.
4 Na podst. Traktatu teologiczno-politycznego.
5 Na podst. Traktatu o tolerancji.
6 Na podst. Badań dotyczących zasad moralności.
7 Na podst. Wyboru pism.
8 Na podst. B. Andrzejewski, Wilhelm von Humboldt, Warszawa 1989.
9 Na podst. Z. Kuderowicz, Kant, Warszawa 2000.
10 Warto w tym kontekście rozważyć pytanie posła Palikota, który jest powszechnie krytykowany, za próbę wywołania rzeczowej dyskusji na temat zdrowia prezydenta. Wskazuje to, że daleko odbiegamy od standardów amerykańskich, kiedy to każda wątpliwość na temat samopoczucia głowy państwa wymaga stanowczego dementi osobistego lekarza prezydenta. Umożliwia to rzetelną dyskusję, która w Polsce hamowana jest przez emocjonalną reakcję zainteresowanych, którzy udają oburzenie, chcąc ratować źle pojęty autorytet. Konsekwencją takiej postawy jest zatem zawsze proces sądowy, który nie przyczynia się do zmian tego stanu rzeczy.
11 Na podst. O wolności.
12 Na podst. Czterech esejów o wolności.
13 Ta konstatacja rzucałaby jaskrawe światło na konflikt między światem chrześcijańskim a muzułmańskim, co do pojmowania roli oraz treści wolności słowa oraz poniekąd usprawiedliwiałoby go, a przynajmniej czyniło uzasadnionym.
verte.art.pl > Myśl > Eseje > Wolność słowa współcześnie jako obowiązek publiczny?
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski