> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№7 styczeń 2005

Wychylasz się, oblewasz — z rozważań nad egzaminem dojrzałości Tomasz Kojder

Tak się złożyło, że zasiadłem w komisji egzaminacyjnej na próbnej maturze z języka polskiego. Gdzie się wybierasz, młoda damo? — spytała jedna z członkiń komisji młodą damę legitymującą się paszportem przy wejściu. W dorosłość — odparłem tonem na wpół ironicznym, widząc, że młodej nie przychodzi do głowy żadna odpowiedź. Młodzi zasiedli w ławkach, starzy zasiedli za stołem przykrytym obrusem w kolorze ciemnourzędowym; zasiadłem i ja — duchem wśród młodych, ciałem wśród starych, jako żem ciało pedagogiczne. Tak rozpoczął się nowy, zreformowany (próbny) egzamin dojrzałości w szkole, w której przyszło mi pracować, w sali, w której przyszło mi zasiąść.

Czym jest dojrzałość? Uświadomieniem sobie własnych ograniczeń1 — pisze Kurt Vonnegut. Odpowiedzialnością za własne postępowanie — mówią odpowiedzialni. Rozwagą — dodają rozważni. I tak dalej. Czym jest dojrzałość zdaniem autorów nowych matur? Dokładnie tym, czym byłaby w rozumieniu ludzi nieodpowiedzialnych, nierozważnych i całkowicie nieświadomych własnych ograniczeń. Ale po kolei.

Uczeń podchodzący do egzaminu dojrzałości — zwany dalej Egzaminowanym — w pracy maturalnej z języka polskiego winien wykazać się umiejętnością czytania ze zrozumieniem, odpowiadając na szereg pytań dotyczących czytanego tekstu oraz pisząc krótką rozprawkę. Nauczyciel sprawdzający prace maturalne — zwany dalej Egzaminatorem — winien sprawdzić umiejętność czytania ze zrozumieniem Egzaminowanego w oparciu o przygotowany przez autorów egzaminu — zwanych dalej Urzędnikami — klucz odpowiedzi, informujący, jakie odpowiedzi winny zostać udzielone na poszczególne pytania i jakie myśli winny zostać zawarte w rozprawce. Ściśle i bez odstępstw.

Tym samym, niezależnie jak błyskotliwie Egzaminowany zinterpretowałby czytany tekst, cały jego twórczy wysiłek pójdzie na marne, jeżeli w pierwszym akapicie rozprawki nie nadmieni, że akcja tekstu toczy się w Łodzi, w dziewiętnastym wieku, w wiosenny poranek. Lub jeśli nadmieni, ale inaczej niż dopuszczają to Urzędnicy scharakteryzuje bohatera, zinterpretuje tytuł, słowem — jeśli myśli Egzaminowanego nie będą pokrywały się z tymi, które gościły w głowach Urzędników w chwili tworzenia zestawów egzaminacyjnych. A jest całkiem prawdopodobne, że sytuacja taka będzie mieć miejsce — wszak nie każdy Egzaminowany musi podzielać przekonanie, że literatura piękna i Dziennik Ustaw to jedno i to samo.

Wychylasz się, oblewasz — taka myśl, trawestująca hasło przewodnie akcji przeciwko zażywaniu, zdawała się przyświecać Urzędnikom. I z takim przekonaniem tegoroczni maturzyści wejdą w dorosłość. Powiodła się już całkowita unifikacja wyglądu Egzaminowanych poprzez ubranie ich w jednakowe garnitury, przyszedł więc czas na ujednolicenie ich w sferze mentalnej. Im wcześniej zrozumieją, że indywidualizm się nie opłaca, tym lepiej. Po co się mają parzyć na studiach i w pracy — niech na starcie wiedzą, że jeśli chcą gdzieś w życiu zajść, to niech to robią w szeregu, bez szemrania i wywrotowych idei.

Człowiek dojrzały, zdaniem Urzędników, to człowiek, którego życie to apoteoza pragmatyzmu i konformizmu, który własną suwerenność z uśmiechem na ustach gotów jest złożyć w ofierze wygodom oferowanym przez społeczeństwo. Realny socjalizm pozyskiwał sobie posłuszeństwo obywateli terrorem — kapitalizm osiąga te same cele metodą marchewki i kijka. Dlatego nie zachodzi w nim już potrzeba palenia książek, przekłamywania historii czy zamykania inteligencji w więzieniach. Kapitalizm — umysłami Urzędników — wykalkulował, że inteligencji po prostu sobie nie wychowa.

© 2005 Tomasz Kojder

1 Kurt Vonnegut, Kocia kołyska.

verte.art.pl > Myśl > Felietony > Wychylasz się, oblewasz

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski