> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№37 lipiec 2007

Zaopiekuj się mną, nawet, gdy nie będę chciał — czyli niewczesne rozważania o państwie nad-opiekuńczym Małgorzata Zamojska

Zagajenie, czyli: wyjąłeś mi to z ust

Termin państwo opiekuńcze, nadużywane z całą premedytacją przez naszych rządzących, odrobinę mnie w ich ustach zastanawia. Aby przekonać się o popularności tego określenia, można wpisać w dowolnie wybraną wyszukiwarkę słowa: PAŃSWO OPIEKUŃCZE KACZYŃSKI. Efekt murowany… Natomiast co do konotacji tych słów, sprawa wydaje się już bardziej skomplikowana.

Refleksja: nader wszystko

Gdyby ktoś wrócił właśnie z Anglii, to chciałabym z całą odpowiedzialnością za słowo mówione i pisane przypomnieć, że znajdujemy się właśnie w państwie opiekuńczym, które na dodatek — za sprawą nam tu jeszcze miłościwie panujących — zmienia się na coraz to lepsze, tzn. w nad-opiekuńcze, czyli państwo bezpieczeństwa. Jesteśmy zatem niemal drugą Ameryką, i nie jest to wcale żadne odkrycie.1 Czujemy się dzięki temu znakomicie i kto śmiałby pytać, z jakich to względów, byłby tak samo podejrzany jak autor wspomnianej w ostatnim przypisie książki…

Jeśli…, to…

Nieważne, że urodziłeś się po roku 1970 lub 1980, lub 1990 (czy czytają nas także siedmiolatki?) — jeśli zatem, późny wnuku: czujesz się źle pod presją informacji o lustracji naszych mentalnych, a także naukowych dziadków i babć; jeśli: okazuje się, że młodsi od ciebie ulegają propagandzie rozliczania wszystkich i wszystkiego i nie chcą poznawać intelektualnej spuścizny Baumana, Kapuścińskiego, Wiatra i wielu, wielu innych, jeśli: nie uważasz PRL-u za czarną dziurę w historii, jeśli nie wolisz: Dobraczyńskiego od Witkacego (kto w ogóle czytał tegoż pierwszego???), to… no właśnie — to co? To może wypada po prostu nie być Biernym, Miernym, ale Wiernym? — i troszkę sobie po-krytykować w przestrzeni po-nowoczesnej?

Państwo jako projekt

To, co wiemy o państwie opiekuńczym, nie jest tym, co próbują nam wmówić na ten temat rządzący, a rządzącym ich spece od marketingu, a specom socjotechnicy, a socjotechnikom, socjo…

Idea państwa opiekuńczego, zrodzona na przełomie XIX i XX wieku, a realizowana przez socjaldemokratów po II wojnie światowej w krajach Europy zachodniej i północnej, próbowała od swych początków godzić liberalizm z socjalizmem. Oferowano więc w ramach tego projektu wolny rynek, po to, by wytworzyć narzędzia do zdobywania przez obywateli środków, które zapewniłyby im godne życie. Oczywiście dążenie do zaprowadzenia godnego życia wymagało prowadzenia planowej polityki, która jednak nie ograniczała się tylko do etatyzmu w dziedzinie gospodarki (co jest powszechnie wytykane państwu opiekuńczemu), ale dzięki rozumieniu roli państwa jako opiekuńczej, wcielano w życie zbawienne akcje, takie jak akcja afirmatywna, zapobiegająca dyskryminacji, czy odgórne wyrównywanie szans w dostępie do edukacji, kultury, etc. Generalnie, krzewiąc demokrację parlamentarną, państwo opiekuńcze spełniało wszelkie wzniosłe, ale jak najbardziej konkretne postulaty państwa socjalistycznego. Najciekawsze okazało się jednak niegodzenie liberalizmu z solidarnością czy demokracji parlamentarnej z postulatami socjalistycznymi, ale to, że najzacieklejszymi krytykami państwa opiekuńczego okazali się jego beneficjenci. Oczywiście kilka jeszcze czynników (np. transgresja kapitału i strukturalne bezrobocie) wpływa do dziś na to, że europejskie państwa opiekuńcze przeżywają kryzys, ale — i tu paradoks nr 3 — w Polsce przeżywa ono swój ideologiczny rozkwit…

Becikowe zamiast dziecka

Polska nie była państwem opiekuńczym w czasie PRL-u, jeśli weźmiemy pod uwagę założenia państw realizujących ten model po wojnie: przyczyna — poza ideologicznymi — była jedna — zamiast wolnego rynku borykaliśmy się ze wszystkimi konsekwencjami, tzn. blaskami i cieniami upaństwowionej produkcji.

Polska nie jest państwem opiekuńczymi, choć może dla niektórych dobrze brzmi, że chciałaby być. Pewnym bowiem jest, że źle pojęta polityka parorodzinna będzie przyczyną tragedii, a nie sposobem na zapewnienie komukolwiek godnego życia. W kontekście samego becikowego nachodzi mnie zawsze, kiedy o nim czytam lub słyszę, następująca refleksja: gdy te niechciane becikowe dzieci dorosną — to może mnie gdzieś, wcale nie w ciemnym zaułku, ale w biały dzień, pozbawią „godnego” życia. I nieszczególnie będzie to ich wina… I raczej karykaturalnie zabrzmi tu myśl, że byt określa świadomość: bo mało że określa, to jeszcze nawet powołuje do życia.

Polska nie będzie nigdy państwem opiekuńczym, bo ten z gruntu nowoczesny model państwa przeżywa swój europejski zmierzch, gdyż płynna nowoczesność roz-płynnia opiekuńczy postulat po postulacie: solidarność społeczeństwa zmienia w jego atomizację, etykę pracy w jej estetykę, politykę planowania w politykę rozwiązywania doraźnych problemów, instytucje zamienia w zombi-instytucje: więc nawoływanie o ustanowienie państwa opiekuńczego możemy w tym kontekście interpretować jako ideologiczną noc żywych trupów…

Lakmus w BMW?

Gdyby to było jeszcze 5 albo 10 lat temu, władza by drżała, bałaby się protestów. Teraz jest spokojna, bo widzi, że jesteśmy bierni, odrętwiali. Zastanawiam się na przykład, co robią studenci? Oni na całym świecie zawsze pierwsi wychodzą na ulice, są jak papierek lakmusowy sygnalizujący, że coś złego dzieje się w życiu społecznym. — twierdzi profesor Stanisław Kowalik, psycholog społeczny, w rozmowie z „Gazetą Pomorską”.2

Ja się nie zastanawiam, ja wiem. Studenci: albo przemyśliwują, co z tego wszystkiego wyniknie, albo łykają PiS-owską propagandę, wcale nie będąc świadomi, że już weszła ona w ich krwioobieg i stymuluje cały metabolizm komórkowy ich młodych, quasi-krytycznych organizmów.

Piosenka jest dobra na wszystko…

Wokół mnie gorąco, bezpiecznie,
słońce topi serce bajecznie…
Uwielbiam cały świat za dobre słowo,
Ubóstwiam ciebie tak kolorowo

Zaopiekuj się mną nawet, gdy powodów brak,
zaopiekuj się mną mocno tak!

I prawie kochasz mnie i jesteś obok,
już nienawidzę cię tak kolorowo…
3

Biorąc pod uwagę powyższe niewczesne (jak wiemy, trudno być prorokiem we własnym kraju), bo nie dość że w istocie późne, to jeszcze całkiem oczywiste refleksje, wydaje się nieco jednak pocieszające skierowanie powyższej, możliwe że skonstruowanej na inną okazję — prośby wprost do naszych obecnych decydentów przez dysydentów (choć może winno w tym wypadku być i odwrotnie, tzn. tzw. vice wersal)?

© 2007 Małgorzata Zamojska

1 Por. Z. Bauman, Europa — niedokończona przygoda, rozdz. Od państwa opiekuńczego do państwa bezpieczeństwa, Wyd. Literackie, Kraków 2005.

2 M. Święchowicz, Wielu ludziom stanie się krzywda, GP, 22 VI 2007, s. 6.

3 Rezerwat, Zaopiekuj się mną.

verte.art.pl > Myśl > Felietony > Zaopiekuj się mną, nawet, gdy nie będę chciał

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski