> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№70 kwiecień 2010

Zza szyby światowidzenie.
Wstęp do dialogoblogowania. Aleksandra Jasiek, Karol Zamojski

Kiedy w tramwaju, albo w pociągu się siedzi, tak codziennie, i patrzy w szybę, wówczas na myśl, wraz z ciągle uchodzącą i powracającą zarazem rzeczywistością, przychodzi, że są rzeczy warte wspomnienia. I tak zaczynamy dialogować patrząc w te nasze szyby: poznańskie i między bydgosko-toruńskie. Dziś jeszcze tu, a jutro (kiedyż ono nastąpi) w formie zupełnie osobnej. Takie hmm... w szybopatrzeniomyślenie. Ulotne - najwyżej od jednego to tak toto do drugiego tak toto...

Tramwajowe refleksje, 23.03.2010
„jeżeli potrafimy razem pracować, to zdołamy przeobrazić się w cokolwiek, co tylko możemy sobie wyobrazić i na co starczy nam odwagi”.
Czy przywoływanie powyższej definicji humanizmu Richarda Rortiego w szybie tramwaju jest  wyrazem zuchwałości i naiwności . Bo na co właściwie starcza nam odwagi jadąc rano do pracy ? Ironiczny intelektualista jawi się tutaj marzycielem idealistą. Przygodny język owszem generuje nam środki lub raczej jest ich wyrazem . ale odwaga bywa zwykle związana z celem. Nie jest ona przecież tylko przeciwwagą bezsilności. Raczej wypadkową jej kryzysu, który siłą nie znającej swego kresu  torpedy, przeczuwa swój cel .Funkcje , które  do tej pory spełniała przynależność do wspólnoty religijnej musiałaby zająć jakaś socjaldemokratyczna utopia. Banał , który wydrążony jest w formie często prześmiewczego w ustach wielu postulatu, że człowiek powinien zdobyć się na zaangażowanie moralne, tak by skupić się na wzajemnym szacunku a nie swojej czy też zbiorowej relacji względem Boga zakładałby nową formę solidarności.  Prof. M. Środa wybrana kobietą roku 2009 przez czytelników „wysokich Obcasów” w wywiadzie dla tego magazynu mówi o zapomnianej często w kontekście „naszej polskiej” solidarności bardziej swojskiej i często mniej patetycznej godności. Dyskurs , który godność obejmuje, jak sama wskazuje prof. Środa uwikłany jest w kulturę. Jest to jednak rodzaj splątania , który tak ma się do solidarności jak winorośl do liany. Nie jest ona bowiem wprost użyteczna, nie przeskakuje murów i nie rozkłada nikogo na łopatki, ale pokazuje nam grunt z którego wyrasta drzewo i wskazuje na jego zakotwiczenie w czasie. Jest poza tym związana z pewnego rodzaju estetyką ponowoczesną , która pokazuje nas innym i sobie samym. Przeżywana obecnie stanowi być może echo zapomnianych dobrych manier, które tez były przecież „bezużyteczne” ale jednak służyły ze skutkiem , by pokazać czego robić „się nie godzi”. Jest sztuką życia, która w prostej linii przekłada się na nasze osobiste i zawodowe dialogi. Tak jak współczesna estetyka domaga się nie tylko wglądu w poszczególne swe tematy, co raczej we własną strukturę, tak godności należy się właściwa uwaga  i wzgląd. Kurczowe trzymanie się dualistycznych rozwiązań pokazało już wielokrotnie, bez odwoływania się metafizyki, że blokuje energię naszych wspólnych przedsięwzięć nie pozwalając rozwijać przeobrażającej mocy naszej wyobraźni.

Pociągowe odpowiedzi, 26.03.2010
A więc dobrze. Jeśli zaczęliśmy konkretnie, to będę podzielał upór Rorty'ego: "upierałbym się jednak, że dyskusja o konkretnych zagadnieniach politycznych lepiej służy ludzkiemu szczęściu niż rozważanie sprawy istnienia Boga". Tego samego Rorty'ego.

Czy rano bywamy odważni? Być odważnym - prawdopodobnie - oznacza: znaleźć wagę czynu odpowiednio przewyższającą ciężar rzeczywistości (jako że rzeczywistość, czego nie da się wprost udowodnić, ale jednak każdy kto się o tym dowie - przyznaje rację, jest kwestią "wiszenia" w czym podobna bywa do niezawisłości, więc ostatecznie waga tu pasuje, albowiem co ma wisieć nie utonie, o ile po drugiej stronie sznurka odpowiedni ciężar urzeczywistniono w wiszeniu). Zatem chcąc być odważnym należy rozstrzygnąć ciężar (może tylko gatunkowy) naszej sytuacji i jej konsekwencji. Już tutaj pojawia się kłopot. Który da się wyrazić następującą wątpliwością: gatunkowy ciężar mojego istnienia jest zgoła odmienny od ciężaru gatunkowego Pani siedzącej naprzeciwko. Mało tego, nie ma nawet skali, na której można by nasze ciężary gatunkowe położyć i zbudować jakiś ujednolicający we wzorze stosunek. Wspólny mianownik. Wówczas, gdyby jednak dać radę, rzeczą statystyki byłoby znalezienie odpowiedniej wagi: wzorca odwagi dla miary rzeczy.

Gdyby jednak, o nowoczesności, dało się znaleźć mianownik odwagi dla wszystkich, oznaczałoby to, ni mniej, ni więcej, że naleziono hebel przykrawający nasze odmienności do jednej sztampy odwagi. Obowiązkiem moralnym staje się wtedy, zupełnie  wbrew naszej woli, ale w zgodzie z naszą wagą, być odważnym na miarę swej sytuacji. Popadamy wówczas w dyskurs porządkujący, hierarchizujący, odpowiednie dający słowo rzeczy. Zapomnijmy wówczas o wolności. Jej obszar służyłby zaledwie ćwiczeniu mocy swej odwagi. A kiedy przyjdzie wróg (rzecz znacząca: każdy odłożony na innej skali wagi jest wrogiem - walczymy bowiem o przetrwanie skali na której ktoś odłożył naszą wagę we właściwą nam odwagę) podnosimy dumnie pięść i wołamy: nie będzie inny skalar pluł nam w twarz. W duchu odwagi, często nie spostrzeżemy, że on nie pluł a prychał w rozpaczy, bądź z bezsiły. Właściwie już nieistotne na jakiej skali odłożono wagę naszej miary, czy też miarę naszej wagi: ciężar gatunkowy, na religijnej, moralnej, czy innej. Stały się one, niepostrzeżenie, w duchu porządkowania, ramami metafizycznymi, które narzuciły naszym światom głębię przeżycia i pojęcia opisujące je. Straciliśmy wolność. Tylko dlatego, że złapaliśmy się na wezwanie bądź odważny.

Odwaga wykluczająca solidarność (należy chyba zapamiętać, że solidarność wyklucza porównywanie losów, a zakłada wspólnotę losu) nic nie buduje, ponad uwielbienia dla przemarszy wojsk po ulicach miasta. Z pewnością zaś nie sprzyja otwartości, innowacyjności i kreatywności. One muszą być lekkie. Inaczej ugrzęzną w mule przyzwyczajeń i smutków. W, jak chciał Tillich dla każdego, odnalezionym symbolu ostatecznej troski. 

Twierdzę zatem, że nie można być odważnym. Nie dlatego, że nie wypada, bądź że jest to moralnie naganne. Jest to najzwyczajniej ontologicznie niemożliwe. A jeśli nawet jest możliwe, to wyłącznie w dyskursie zbyt mocno porządkującym. Zgadzam się na odwagę jedynie taką, w której oznacza ona bycie urodzonym w horoskopie Wagi. Ja zatem jestem raczej odrakiem. Tzn nawet na pewno.

Przede mną wyjątkowo wielka szyba. Rozpadający się kominek w ogrodzie. Bydgoszcz Wschód. Wyjątkowo długi tramwaj. Z Torunia. Jak co dzień. I jak zwykle konkret znalazł ogólność.

© 2010 Aleksandra Jasiek Karol Zamojski

verte.art.pl > Myśl > Felietony > Zza szyby światowidzenie. Wstęp do dialogoblogowania.

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski