Dojrzewamy, dorastamy do wyboru drogi życiowej, rozwikłania problemów, podejmowania decyzji. Analogicznie stałam się świadoma swojej twórczości, momentu, w którym mogłam powiedzieć otwarcie i bez żenady: Tak, to chciałam przedstawić, tak, ta praca wyraża właśnie to. Dopiero na studiach pojęłam, jak głośno mogę mówić korzystając z plastycznych środków wyrazu. Dzięki pracy w pracowni projektowania graficznego stałam się świadoma własnej indywidualności, zrozumiałam, czego szukam w swoich działaniach. Ważny jest dla mnie kontakt z odbiorcą na bazie poruszanych tematów społecznych. Stąd staram się, by moje prace były klarowne w odbiorze. Jak myśl plakatu. Tematy, które poruszam indywidualnie, bądź w grupie, dotykają „oczywistości”. Czasami przed samym wernisażem nachodzi mnie strach: Czy nie jestem zbyt banalna w zadawanych przez swoje prace pytaniach? To znajomi uświadomili mi, że prawda sama się broni.
Każda realizacja dotyka odkrytego osobiście tematu — w gronie bliskich mi osób. To jest jak pisanie dziennika. Czasem, patrząc na daną pracę, odkrywam wiedzę ukrytą, widzę odpowiedź na własne pytanie. I cieszy mnie to, bo napawa mnie ten akt nadzieją, że może człowiek mi zupełnie obcy, kiedy spojrzy na moją formę wyrazu, zobaczy wewnętrzną odpowiedź, a może zada sobie kolejne pytanie.
W 2003 roku zmierzyłam się indywidualnie z „Przenikaniem”, było to działanie za pomocą form gipsowych — odlewów ściąganych bezpośrednio z modela. Pozowały osoby różnie zbudowane, często wymykające się z przyjętego szablonowo kanonu piękna. Był to dla mnie czas wychodzenia z pułapki oceniania własnego wyglądu, a otrzymywane formy utwierdzały mnie w tym. Mnie samej wydawało się, że nie oceniam ludzi przez pryzmat ich zewnętrzności, uświadomiłam sobie, jak bardzo się myliłam. Funkcjonuję według schematu zewnętrzności. Z dwóch nieznanych mi osób chętniej poznam osobę, która zwróci moją uwagę swym wyglądem zewnętrznym. I był to szok, odkryłam w sobie prawdy niechciane.
„Czarne białe szukaj kompromisu” — to temat podjęty wraz z grupą n@płocie w 2004 roku, realizacja dla mnie ważna z powodu wyżej wymienionych konkluzji. Obrazem, który nasunął mi się sam, stał się wątek związków homoseksualnych. Jeśli coś nie dotyka mnie bezpośrednio, okazuje się, że tak naprawdę nie znam tematu. Tego wyraz dało mi to działanie. Znasz człowieka przez dużą część swojego życia i po znacznym czasie dowiadujesz się, że jest homoseksualistą. Osobiście wyznanie to nie miało dla mnie większego znaczenia. Osoba ta jest dla mnie tym samym człowiekiem. Niby normalne i oczywiste. Po jakimś czasie zaczęłam dostrzegać ograniczenia, jakie społeczeństwo nakłada na homoseksualistów. Najbardziej uderzyła mnie homofobia i agresja z niej wynikająca. To, co ujrzałam, było tak mocne, że jedyne, co mogłam — a jak się okazało, mogłam głośno — to krzyczeć w geście protestu. Za pomocą formy banneru-flagi sprzeciwić się brakowi tolerancji. Najbardziej przeraził mnie fakt, że tak naprawdę nie jest ważne, jakim jesteś człowiekiem — najważniejsze, że mieścisz się w określonych ramach przyjętych przez społeczeństwo. Stąd zaistniał projekt, nad którym obecnie pracuję, jako rozwinięcie tematu kompromisu. Dotykam różnych środowisk, przedziałów wiekowych, związków, zainteresowań, wyznań, kolorów skóry, płci, orientacji seksualnych, by poprzez dokumentację odmienności pokazać nasze podobieństwo.
© 2004 Anna Bentkowska
verte.art.pl > Sztuka > Sylwetki > Dlaczego chcę krzyczeć
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski