> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№62 sierpień 2009

Pandemonium miejscem współczesnych praktyk scenicznych Natalia Zielińska

Aktorstwo nie jest sztuką! Nie jest więc właściwe traktowanie aktora jako artysty. Albowiem przypadek to wróg artysty. Sztuka to właściwie przeciwieństwo pandemonium, które powstaje na skutek nagromadzenia mnóstwa przypadków. Sztukę osiąga się jedynie przez działanie celowe. Toteż jasne, że chcąc tworzyć jakieś dzieło sztuki, możemy się posługiwać tylko takimi materiałami, które są obliczalne. Człowiek takiego materiału nie stanowi1.

Nieobliczalność człowieka polega na tym, że istnieje i nigdy nie wiadomo, kiedy przestanie istnieć. Z istnieniem wiąże się wiele tajemnic, jak i z jego brakiem. Tylko co się dzieje, kiedy jedno ciało buduje w sobie zdolność, niezwykle trudną, przywoływania postaci w taki sposób, aby w dobie analiz, wykresów, automatów stały się współcześnie prawdziwe. Co dzieje się z ciałem, które umożliwia przetrwanie historii, tradycji, które wizualizuje nam to, co dawne, minione. To ciało niezwykłe. Ciało, które żyje w pandemonium. Dla nas w miejscu przeklętym, a dla nich to miejsce życia.

Dla nas zawsze doskonałe istnienia, wzory lub co gorsza: ikony. Doskonały materiał na…? Gwiazdę? Aktora? Modelkę? Doskonały, bo nieobliczalny, bo nigdy nie wiadomo, kiedy przyjdzie koniec... A może to już jest koniec?

Wiecie, „kurwy i złodzieje”, kto jest współcześnie doskonały? Ten, kto zostaje w waszych myślach, a wy nawet nie wiecie, że tam jest. A co gorsza, czasem nie wiecie, że myślicie...
To są wielkie osobowości, być może błazeńskie, ale genialne, bo żyją i wchodzą tam, gdzie wy nigdy nie wejdziecie – do PAMIĘCI. Wraz z nią również umierają, ale z nadzieją, że będą więksi od nich, że odkryją nową postać, że zrobią to inaczej niż oni, daj Bóg lepiej!

Dziękujcie, że mogliście ich zobaczyć, że póki co macie oczy, a jak je macie, to, kurwa, patrzcie! Patrzcie na scen mistrzów i scen mistrzynie, bo jest ich niewiele.

Spektakl bez widzów i aktora nie odbędzie się, odbędzie się bez rekwizytów, bez reżysera, ale nigdy bez tych, którzy dają nadzieję. Ubogich kapłanów odprawiających rytuały na znak przynależności do innego wymiaru. Są szaleni, często zostawiają zdrowy rozsądek gdzieś daleko, ale dzięki temu zabierają nas do innej epoki. Ciało jest narzędziem, które pracuje nieustannie rano na próbie, wieczorem na spektaklu i później znowu rano nadchodzi czas na ćwiczenia, a gdzie jest w tym czasie ciało człowieka? Ciało człowieka jest wtedy, kiedy można być sobą, jest wtedy, kiedy trzeba się zregenerować, udoskonalić postać, jest bardzo rzadko, bo bycie postacią jest lepsze niż bycie sobą. Zawsze łatwiej uciec do innego wymiaru, pokazać ludziom kogoś, kogo chcą zobaczyć, a potem zostać tam na trochę. Bycie aktorem i człowiekiem jest niemożliwe, zapomina się o człowieczeństwie, kiedy nieustannie miliony oczekują od Ciebie zawsze za dużo, musisz dawać więcej i więcej, więcej kogoś innego niż siebie, jesteś materiałem, który może być jeszcze lepszy!

W tym zawodzie częściej się jest kimś innym niż sobą. Nie ma ciebie. Istniejesz jako znak, jesteś znakiem i tak traktujesz swoje ciało. Wszystko, co robisz, ma wydźwięk, którego się nie da nazwać. Nie da nazwać się też bólu, który towarzyszy tobie nieustannie przy pracy, wyrzeczeń oraz zaniedbania wszystkich i wszystkiego, co kiedyś dla Ciebie wydawało się najważniejsze. Teraz nie ma rzeczy czy ludzi najważniejszych, teraz jesteś AKTOREM i jesteś na SCENIE. Oto ciała aktorskie zawsze wydają się należeć do kogoś innego.

Nie ma ratunku dla tych, którzy zasmakują podziwu, dla tych, którzy są w przestrzeni publicznej obserwowani, krytykowani, a zarazem wzbudzają fascynację u innych.

Nieważne, w którym miejscu sceny się znajdujesz, oni zawsze klaszczą.

Tych oklasków się nie zapomina, jak się umiera, to oni też klaszczą... Umiera się na scenie, a ona umiera wraz z tobą i każdym ze świadków wydarzenia. Umiera po to, by dać istnienie nowemu wydarzeniu, niekoniecznie lepszemu, ważne, że innemu.

Aktorzy umierają inaczej, bo nie umierają sami. Wraz z nimi umiera każda postać, którą byli.  Aktor traktuje swoje ciało jako miejsce, w którym może osiedlić się dowolna osoba, i im dłużej zostaje, tym trudniej się z nią rozstać, czasami zostaje w ciele na zawsze i prowadzi do rozbicia własnego ja. Dlatego to ciało jest znakiem, znakiem znaków.

Widz zawsze jest widzem, nieustannie obserwuje twoje działania, pomimo braku sceny. Oni myślą, że cały czas jesteś na niej.

Aktor umiera z wyczerpania, wyczerpanie fizyczne, duchowe wyczerpanie ciała. Byliście kiedyś kilkoma postaciami naraz? A uwierzyliście kiedyś, że oni żyją w was…? Na zawsze tam pozostają, albo co gorsza chodzą za tobą krok w krok, bo chciałeś się ich pozbyć, tak jak się pozbywa czegoś, co już nie jest ci potrzebne. Coś się wydarzyło, ale nie jesteś pewny, czy naprawdę. Jesteś, ale nie wiesz gdzie, w końcu modlisz się o śmierć, bo tylko ona zabierze ich wszystkich włącznie z tobą, materiałem, który już więcej nie może zrobić… Ale tylko ty o tym wiesz, inni tego nie rozumieją, ale jak znikniesz, wtedy naprawdę zaczną cię doceniać.

Miejsce praktyk mistyczno-duchowych, rodzące się każdego wieczoru i umierające wraz ze świadkami wydarzenia. Miejsce, które pochłania wielkich scen mistrzów i scen mistrzynie. Miejsce święte dzięki tajemnicy, jaką w sobie kryje. Zaliczane do sztuk pięknych, zaliczane do sztuk złożonych, dzięki swojej specyfice łączy inne dzieła sztuki, dając to, co zwykliśmy nazywać teatrem.

Zawsze stoję gdzieś pomiędzy, pomiędzy oceną zjawiska teatralnego a oceną tego, co się wydarzyło naprawdę. Pomiędzy fikcją a próbą stworzenia nowego wymiaru, pomiędzy aktorem a człowiekiem, który tak bliski samodestrukcji rozwija w sobie kolejną postać, kogoś, kim nie jest. Zabija siebie, by móc pokazać Napoleona, potem Napoleon umiera, bo czas wracać do domu. Wrócić do rzeczywistości, aż nadejdzie dzień, w którym nie będzie wiadomo, czy jest po co wracać, złudzenia są przecież lepsze, dusza zatem zostaje w wymyślonym systemie, ciało też już nie wraca…

Teatr jako jedyna ze sztuk umiera wraz ze swoimi świadkami. Po prostu umiera, możemy czytać recenzje, oglądać zdjęcia, możemy sobie wyobrażać, ale to tylko zdjęcie, wyobraźnia czy co gorsza złudzenie, że jeszcze istnieje.
Aktor musi odejść, a na jego miejsce przyjdzie nieożywiona figura, nadmarioneta2.

© 2009 Natalia Zielińska

1 A. Hausbrandt, Aktorzy, Prasa–Książka–Ruch, Warszawa 1976, s. 86

2 Ibidem.

verte.art.pl > Sztuka > Esej > Pandemonium miejscem współczesnych praktyk scenicznych

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski