> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№56 luty 2009

Rafał Karcz: sztuka (dla) trochę star-szej młodzieży Emilia Walczak

Rafał Piotr Karcz to urodzony w Krakowie w roku 1969 malarz i fotografik. Absolwent historii sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz wydziału form przemysłowych krakowskiej ASP. Realista. Członek Stowarzyszenia Pastelistów Polskich, a także amerykańskich. Finalista Międzynarodowego Biennale Pasteli w Nowym Sączu. W latach 2001-2008 miał siedem wystaw indywidualnych. Tworzy dłuższe, zwykle monotematyczne serie, eksponując wybrany i przetworzony motyw lub też grupę motywów-przedmiotów. Wyznał mi, że jest de facto takim anarchistycznym twórcą, bardzo zainspirowanym muzyką, a ja odparłam mu: do mnie to trafia. Tak było! I tak jest.

Wierzę mu. To ktoś jak — być może — Maciej Pisuk, autor książki o Paktofonice — hitu Wydawnictwa „Krytyki Politycznej” ostatnich miesięcy. Czyli: osoba z wyższym wykształceniem artystycznym, a jednocześnie wielkodusznie rozumiejąca przyziemność, syf i brud, zwykłych ludzi, ulicę, „ziomali” ze sprayami w ręku (minicykl „Skate”), anarchistów drzemiących na krawężnikach po nocnej imprezie na skłocie („Forgotten”?), pełną dymów wszelakiego pochodzenia atmosferę nocnych melanży, głęboko egzystencjalny sens after parties, ducha rewolucji rysującego się na twarzach uczestników koncertu punkrockowego (m.in. praca „Rock 4 Funs” czy minicykl „Saints of Detroit” i inne).

Mam swoją wrażliwość, estetykę, czymś-tam się inspiruję: głównie netem, popkulturą [to widać w pracach z cyklu „Graffiti” — inspirowanym zarówno „niezależną” sztuką ulicy, jak i w równej mierze popkulturą — EW]. Codziennie coś dobieram, przetwarzam. Poza tym, a to ważne: spora doza ironii oraz autoironii. Wiesz, jestem za młody, by nie chcieć rewolucji, i za stary, by jeszcze w nie wierzyć — wyznał mi w mailu. Najwyraźniej widać to mocnym w cyklu „Revolt” (2008), jednym z moich ulubionych, oraz w pojedynczych pracach, które oglądając żałuje się, że nie można było być rówieśnikiem/rówieśnicą Grace Slick czy Janis Joplin: „1972 Forgotten 2”, „Post Hippie 2”. Poza tym zaskoczył mnie Rafał Karcz nazywając jeden ze swych cykli „CBGB”, bo nie myślałam, że ktokolwiek prócz mnie pamięta dziś jeszcze ten nowojorski klub legendę, gdzie kariery zaczynali między innymi rockmanka Patti Smith i jej band, słynni Ramones czy też Talking Heads.

Drodzy entuzjaści krytycznej sztuki współczesnej, nieskażeni snobistycznym „ą”, „ę”, aktywiści, rewolucjoniści — sięgnijcie do sztuki Karcza! Ona jest dla was! W tym również dla mnie.

To jego bycie „w połowie drogi”: za młody, za stary, widać w jego pracach — z jednej strony „młodzieńcze” inspiracje, głównie klubami1 i muzyką (napędza mnie muzyka plus sporo kawy), z drugiej — dojrzała, wnikliwa obserwacja plus zawsze jakieś wnioski z obserwowanej sytuacji, choćby wnioskiem był nawet i brak wniosków (cykle „Afterparty” czy „Extasy Effect”), plus starannie wypracowana estetyka, która paradoksalnie mogłaby uchodzić za niedbałą. Ale ona jest konsekwentnie pielęgnowana od dawna, a konsekwencja nie jest siostrą niechlujstwa czy niedbałości. Karcz to artysta dojrzały, konsekwentny, zdecydowany.

W swoim cyklu niewielkich akwarel Rafał Karcz krytycznie bada prawdę historyczną, kulturalne trendy obserwowane wśród młodych ludzi i walkę porządku z chaosem — posługując się tą techniką w sposób przeczący naszym wyobrażeniom o jej możliwościach — pisał o Karczu Albert Wang, kurator i dyrektor IAO Projects (Salt Lake City, Utah).

Przyjrzyjmy się pracom Karcza bardziej szczegółowo. Cykle „Concert”, „DK”, „Creeping Revolution”, czy właśnie „CBGB” — doświadczanie ich to jakby podróż do przeszłości, sentymentalny powrót (pamięcią lub choćby intuicyjnie w wyobraźni) do czasów świetności punk rocka; jakby oglądanie filmu dokumentalnego z lat osiemdziesiątych o zespołach Dezerter czy Siekiera. „Extasy Effect” — to histeryczne łapanie białego królika z Jefferson Airplane w głowie; zdjęcia z wyblakłego artystycznego żurnala ze zdęciami wykonanymi w technice OrwoColor, poddanymi procesowi psychodelicznej izohelii czy innej pseudosolaryzacji, z którego to żurnala inspiracje do projektowania okładek swych płyt mógłby czerpać Maanam w latach swej największej świetności, czy też kultowa Republika — zważmy tu choćby na „Extasy Effect 7”!

Cykl „Faces”? Te zdjęcia z kolei z powodzeniem mogłyby uświetnić okładki płyt Ziggy’ego Stradusta! Dalej, oglądamy „Cars”, i słuchając „Highway” Boba Dylana (choć może lepiej „Highway 161 Revisited” PJ Harvey) jedziemy amerykańskim wielkim fordem autostradą 66 bez celu, jak czynił to niegdyś wielki buntownik Jack Kerouac — sam środek jest tu celem.

Czymś odmiennym są cykle typowo „polskie”, „swojskie”, niewykraczające zbytnio na Zachód: „City” — mój kolejny faworyt! — to (choć Karcz mówi o sobie: realista) swoista mitologia miejsca; to jakby jego Warszawa magiczna. Ten sam „realizm magiczny” Karcza to też „Railway”, „U Bahn”, „Street”, „Machines”, „Other Vehicles” — autobusy, rowery, dźwigi, zakłady przemysłowe, czy inne scenki rodzajowe za każdym razem są przefiltrowane przez plastyczną wyobraźnię tego krakowskiego artysty. Jak zmultiplikowana Marilyn Monroe Warhola — niby jeszcze Monroe, ale już raczej jej „wypuszczona z maszyny/fabryki wyobraźni” symulacja.

Na ziemię sprowadza nas jednak nagle minicykl „Incident”, wnoszący do naszej percepcji alternatywnej wersji świata autorstwa Karcza element tragiczny, skłaniający nas do namysłu nad kruchością nawet najbardziej rockowo „nieśmiertelnego”, „mickjaggerskiego” żywota.

Jest też trochę autotematyzmu — sztuka o sztuce: „Project for Art Space” (2008). I jest też coś „z zupełnie innej bajki” — znów minicykl, zatytułowany „Toys” — czyli studium… dziecięcych zabawek! Jak widać, Karcz potrafi zaskoczyć.

Karcz? To ten od anarchistów, rockmanów i ćpunów? Otóż, nie tylko!

PS

Część najnowszych prac Rafała Karcza mamy przyjemność po raz pierwszy pokazać światu właśnie u nas, na „verte”! Pozostałe, w tym również te wyżej opisane, znaleźć można na stronie internetowej artysty. Gorąco zachęcam, to najlepsza rzecz, jaką odkryłam ostatnimi czasy!

© 2009 Emilia Walczak

1 Mi osobiście na myśl przychodzą, gdy oglądam prace Karcza: poznańska Cafe Mięsna, toruńskie eNeRDe, sopocki Sfinks — kluby związane z muzyką awangardową, niszową, głównie elektro czy drum’n’bass — i chyba coś w tym jest.

verte.art.pl > Sztuka > Sylwetki > Rafał Karcz

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski