> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№62 sierpień 2009

Rajkowska, Knuth: są, a jakoby ich wcale nie było („Najprawdziwsze historie miłosne. Alegorie miłości we współczesnej sztuce polskiej”, Muzeum Okręgowe im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy – Czerwony Spichrz, 24/06 – 6/09/09) Emilia Walczak

W Bydgoszczy w końcu mamy porządną przestrzeń wystawienniczą dla sztuki współczesnej – odrestaurowany Czerwony Spichrz przy ulicy Mennica 8a, działający pod auspicjami Muzeum Okręgowego im. Leona Wyczółkowskiego. Przestrzeń ta przypomina Słodownię Starego Browaru w Poznaniu, a pierwsza prezentowana tam po remoncie wystawa – „Najprawdziwsze historie miłosne. Alegorie miłości we współczesnej sztuce polskiej” – prace w „Kulczykparku" wystawiane: aktualne, istotne, zaangażowane społecznie i politycznie, w sposób krytyczny odwołujące się do świata, w którym przyszło nam żyć; słowem: potrzebne. To nie laurka dla pani Grażyny K., to fakt – powinnością każdego centrum sztuki współczesnej winno być pokazywanie twórczości zaangażowanej. To samo tyczy się też ósmego pod względem wielkości miasta w Polsce – grodu nad Brdą, w którym żyję i często z niedowierzaniem przyglądam się różnym „aferom” związanym ze światem tutejszej kultury i sztuki. Niestety, jak skutecznie dowiódł mój redakcyjny kolega Maciej Twardowski na łamach bydgoskiej „Gazety Wyborczej” – Bydgoszcz to miasto psychicznie niedojrzałe.

Ekspozycja „Najprawdziwsze historie miłosne...” okazała się na tyle kontrowersyjna, że katolickie stowarzyszenie Unum Principium domagało się jej zamknięcia – a przynajmniej zamknięcia przed osobami, które nie ukończyły 18. roku życia. Dlaczego? Głównym powodem okazały się dwie prace Natalii LL – słynna „Sztuka konsumpcyjna” oraz „Sztuka postkonsumpcyjna” – powstałe kolejno w 1972 i 1975 roku. Pierwsza z nich to seria czarno-białych zdjęć przedstawiających artystkę konsumującą banana, stanowiąca pierwsze mocne uderzenie tematyki feministycznej w polskiej fotografii. Druga to miniseria barwnych zdjęć artystki, której usta ociekają substancją przypominającą spermę. Dziś powiemy: ale to już było... Było, ale mimo to w Bydgoszczy spowodowało burzę krytycznych głosów tak zwanych obrońców moralności. Co symptomatyczne dla „miasta psychicznie niedojrzałego” – prace te w roku 2009 wzbudziły u nas dokładnie takie emocje, jakie wzbudzały w kraju nad Wisłą blisko 40 lat temu, a dziś – z całym szacunkiem dla zasłużonej dla polskiej sztuki Natalii LL – tak naprawdę mało kogo one obchodzą.

Przykład z 2006 roku z Gdańska: w wakacje w Instytucie Sztuki Wyspa prezentowano retrospektywną ekspozycję Ewy Partum „Legalność przestrzeni” – artystki również zaliczanej przez krytykę do nurtu feministycznego w polskiej sztuce współczesnej, która w roku 1980 na swojej wystawie w Galerii Małej w Warszawie, w ramach performance’u  „Samoidentyfikacja”, przechadzała się wśród publiczności nago, a część zdjęć z tego niecnego procederu plus serię fotomontaży przedstawiających nagą postać artystki wmontowaną w scenerię warszawskich ulic pokazywano w ramach „Legalności przestrzeni” w IS Wyspa. I jakoś nikogo to nie oburzało! W Bydgoszczy Partum nie przeszłaby tak łatwo, wierzcie mi – to bowiem twórczość analogiczna do tej autorstwa Natalii LL.

Co najbardziej jednak przykre w związku z „Najprawdziwszymi historiami miłosnymi...”, to cicha cenzura, jaką wprowadziło bydgoskie muzeum. Chodzi o dwie prace – eksponaty Joanny Rajkowskiej z serii „Bibliotekarze” oraz trzy fotografie pod tytułem „Jesteś piękny. Kto był twoją matką?” Roberta Knutha. Znajdują się one na tak zwanej antresoli, oddzielone od reszty prac, jakby zagonione do getta dla „tych najgorszych” (pewnie Natalia LL też by się tam znalazła, gdyby nie fakt, że jej prace są zbyt duże, aby je w owym getcie „upchnąć”). Gdybym nie kupiła broszurki opisującej wystawiane dzieła i ich autorów – która w zasadzie jest zwykłą ulotką i moim zdaniem powinna być rozdawana za darmo, a nie kosztować złotówkę – zapewne przegapiłabym owe dwie prace. Dopiero gdy zapytałam obsługę, „gdzie jest Rajkowska”, pan strażnik zaprowadził mnie tajną drogą, która wyglądała jak przejście dla personelu, nieoznaczoną żadną strzałką, żadną informacją, że „tam-gdzieś jest Rajkowska”, na tak zwaną antresolę. Notabene, gdy później pytałam podstępnie znajomych, którzy odwiedzili ekspozycję „Najprawdziwsze historie miłosne...”, jak im się podobali „Bibliotekarze” i „Jesteś piękny...”, za każdym razem okazywało się, że je przegapili. Bo nie kupili broszurki i tym samym nie znaleźli „brakujących” prac. Czy nie takie właśnie było zamierzenie muzeum, chcącego uniknąć kolejnych kontrowersji? I co jeszcze zastanawiające: wspomniana praca Knutha w ogóle nie została uwzględniona w „katalogu” wystawy, znaczy się – w broszurce. Czy dlatego, że przedstawia panów, którzy najpewniej są gejami?

„Bibliotekarze” Rajkowskiej to natomiast wykonane z masy solnej minipostaci ludzkie odbywające różnego rodzaju akty seksualne. O co chodzi? Może o chęć uświadomienia nas, że tytułowi bibliotekarze też „to” robią? Ano, robią, każdy „to” robi. Ale żeby od razu o tym mówić publicznie, w dodatku tak obrazowo? Nie, nie, „to” robi się w Bydgoszczy pod kołdrą i przy zgaszonym świetle, a nie manifestuje w przestrzeni publicznej, tym bardziej –  przestrzeni wystawienniczej. W przestrzeni wystawienniczej pokazujemy chętniej urocze landszafty z okresu Młodej Polski i przyglądamy się im z pseudofascynacją i ustami ułożonymi w dziubek. „Ą, ę”.

Tak, Bydgoszcz to miasto psychicznie niedojrzałe, prowokowanie do myślenia jest tu nie na miejscu, a słowo „prawda” w tytule wystawy jak na złość obnaża naszą mieszczańską obłudę i zakłamanie.

A przecież warto by zacząć to zmieniać. Nie bać się ortodoksów i betonu, zaufać inteligencji bydgoskiego widza (bo przecież takowy istnieje) i następnym razem (o ile działania takie jak te Unum Principium nie wystraszyły ani popleczników, ani eksponentów szeroko rozumianej postępowości) – pokazać „Rajkę” czy Knutha w centralnym miejscu galerii. Niech prowokują. Do myślenia!

© 2009 Emilia Walczak

Pozostali uczestnicy wystawy: Anna Baumgart, Krzysztof Gruse, Izabella Gustowska, Elżbieta Jabłońska, Weronika Łodzińska-Duda, Grzegorz Kowalski, Jarosław Kozłowski, Andrzej Kramarz, Agata Michowska, Dorota Podlaska, Robert Rumas, Józef Robakowski, Zygmunt Rytka, Agata Zbylut.

verte.art.pl > Sztuka > Recenzje > Rajkowska, Knuth: są, a jakoby ich wcale nie było („Najprawdziwsze historie miłosne. Alegorie miłości we współczesnej sztuce polskiej”, Muzeum Okręgowe im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy – Czerwony Spichrz, 24/06 – 6/09/09)

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski