Jestem poznaniofilem i wszyscy o tym wiedzą. Ale jest nas więcej. Poznaniofilem jest też w pewnym sensie Elfriede Jelinek. Autorka m.in. skandalicznej „Pianistki” tylko i wyłącznie poznańskiemu teatrowi łaskawie zezwoliła, wybierając go spośród wielu innych z całej Europy, na przerobienie swych „Amatorek” na dramat sceniczny i wystawienie na deskach Teatru Polskiego w Poznaniu. I tylko tam. Jeszcze do niedawna Austriaczka absolutnie zabraniała poznaniakom na wystawianie „Amatorek” na wyjazdach. Bydgoski Teatr Polski im. Hieronima Konieczki od dłuższego czasu nosił się z zamiarem pokazania adaptacji, będącej dziełem reżyser Emilii Sadowskiej, u siebie na Festiwalu Prapremier; Jelinek mówiła „nie”. Ostatecznie jednak powiedziała „tak”, dowodząc tym samym swej typowo kobiecej zmienności. Pisarka, która od lat na kartach swych książek walczy z różnymi stereotypami kobiecości, sama pokazała swą psychologiczną sztampowość.
I dzięki jej za to, bo „Amatorki” w reżyserii Sadowskiej są bezdyskusyjnie najlepszym spektaklem, jaki miałam okazję obejrzeć od dwóch (trzech?) lat — poprzednio egzaltowałam się tak „Zwałem”, również pokazanym u nas na Festiwalu Prapremier i również będącym adaptacją współczesnej prozy — książki Sławomira Shuty pod takim samym tytułem, adaptacją znowu dokonaną przez nikogo innego, jak tylko Sadowską! Niech żyje nam zatem przyjaźń poznańsko-bydgoska! Hip, hip, hurra!
W obu tych przypadkach — „Amatorek” oraz „Zwału” — urzeka przede wszystkim temat. I Jelinek, i Shuty, krytyczni komentatorzy dzisiejszego świata, piszą o nim w sposób niekonwencjonalny — Shuty opisuje naszą polską depresjogenną rzeczywistość, posługując się podwórkową formą monologu, Jelinek stosuje za to chłodną, obiektywizującą mowę zależną. Jak te utwory przenieść na deski teatru, aby ze „Zwału” nie wyszedł „Kordian”, a z „Amatorek” — „Czerwony kapturek”? Ano, można — drugi as w rękawie Sadowskiej, obok umiejętności dobierania frapujących tematów — to oryginalne pomysły na ich realizację. Lecz od próby szczegółowego opisu spektaklu się powstrzymam, wbrew Wittgensteinowi, von Humboldtowi i Gadamerowi twierdząc, że jednak nie wszystko da się opisać słowami. W zamian pochwalę Katarzynę Bujakiewicz. Wielkie brawa! Jej filmowe, najczęściej serialowe kreacje aktorskie, np. w „Na dobre i na złe”, niejako zabraniają nam myśleć o niej jak o dobrej aktorce. Tymczasem sprostała trudnemu zadaniu. Długo mogłabym też chwalić resztę aktorów, szczególnie Magdalenę Płanetę (jako Brigitte), lecz salwa oklasków po spektaklu mówiła sama za siebie. Kto był, ten wie. Widzom puchły dłonie od bicia braw, a zatrzymywani za ich sprawą aktorzy długo nie mogli zejść ze sceny.
Ostatnie już refleksje. „Amatorki” Sadowskiej straciły nieco ze swej gorzkiej wymowy książkowej, której źródłem były cynizm czy wręcz sarkazm Jelinek, i zaczęły przechylać się w stronę komedii. Czy to źle? Chyba nie. Przypomnę w tym miejscu złotą myśl głównej bohaterki filmu Mike’a Leigh „Sekrety i kłamstwa”: Śmiejmy się, inaczej musielibyśmy płakać.
kobiety tak jak są głupie, tak bardzo są kochane.
tak bardzo są kochane.
niekiedy żarty mówią także o tym, że mężczyźni tak jak są brutalni, podstępni, chytrzy i przebiegli, tak bardzo są kochani.
tak bardzo są kochani.1 Elfriede Jelinek, „Amatorki”
© 2007 Emilia Walczak
1 Elfriede Jelinek, Amatorki, przeł. A. Majkiewicz i J. Ziemska, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2005, s. 74.
verte.art.pl > Sztuka > Recenzje > Śmiejmy się!
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski