Ubranie zawsze było łącznikiem pomiędzy tym, co rzeczywiste, a naszą wyobraźnią. Daje nam możliwości wyrażenia siebie poprzez komunikat, komunikat nieustannie aktualizowany. Kostium teatralny tak wielce przylega do ciała, że staje się łącznikiem pomiędzy fikcją (scena) a postacią znaczoną przez aktora. Znane jest to nam jako charakteryzacja. I rzeczywiście to ona świadomie łączy brak doskonałości ludzkiej z tym, co doskonałe być musi, aby mogło zaistnieć.
W teatrze kostium jest kolejnym znakiem, jest dookreśleniem postaci, jest służebny wobec kreacji, natomiast to co widzimy na wybiegu to kostium, nie postać.
Pokaz mody należy odczytywać jako komunikat, jako tekst, i tak też się dzieje, dostosowujemy się do zasad siadając w wyznaczonych nam miejscach dla „widowni”, z niecierpliwością czekając, aż wyjdzie pierwszy kostium. Te piękne ciała robią karierę nie tylko ze względu na swoja budowę, nieskażoną życiem buźkę, tylko ze względu na doskonałość pełnienia swojej funkcji w całej strukturze, ze względu na piękną prezentację, na piękny chód uwydatniający materiał. Być pięknym współcześnie jest zbyt łatwo, nasza doskonałość oparta na sztuczności jest w zasięgu każdego zdesperowanego przez idealne fotomontaże człowieka. Niełatwo bowiem pokazać piękno, prawdziwa sztuka pokazu mody, siedząca w rzędzie obok sztuki teatralnej, polega na prezentacji komunikatu, nie na prezentacji siebie, moje wychudzone panie i nieskazitelni panowie. Oczywiście postać w pokazie mody może zostać zarysowana, tylko pytanie, po co? Wtedy powstanie coś, co Jerzy Limon nazywa teatrem mody, i słusznie, że tak to nazywa, to istnieje i dzieje się od końca XIX wieku!
Pokazy mody, jak sama nazwa wskazuje, mają pokazywać, przekazują informację i my, chcąc nie chcąc widzowie (nawet ci uważani za VIP-ów), siedzący w pierwszych rzędach, też do tej kategorii należymy. Jesteście widownią, jednolitą masą, która siedzi, kostium was nie widzi, to wy natomiast powinniście widzieć kostium, kostium niezauważony spełnił tylko jedną misję w pokazie – funkcje estetyczną.
Przed stu laty scena do pokazywania obliczalnego materiału była sceną wchodzącą w głąb widowni, zwana inaczej podniesioną sceną, mogło również pojawić się kilka scen (typ relacji przestrzennej sceny i widowni był praktykowany w tatrze elżbietańskim) i nie zapominajmy o współczesności, której niemalże każdy typ sceny jest znany, tylko że nie jeszcze jest nazwany. Scena pudełkowa, kojarzona ze sztucznością i teatralnością, przyległa również do teatru mody.
Ale co dzieje się, gdy to wszystko kojarzone z masowością wbrew wszystkiemu nie wystarcza tym, którzy uważają się za „nietuzinkowych”, „awangardowych”; tak, moi wychudzeni towarzysze, wówczas organizujemy się w przestrzeni „opuszczonej”, np. w fabrykach, i mamy nasze pokazy offowe czy jak kto woli – awangardowe.
Jednak najczęściej scena otoczona jest z trzech stron, zatem konieczna jest rezygnacja ze scenografii, która mogłaby zasłonić widok widowni, nie daj Boże VIP-owskiej, lub w gorszej sytuacji modelka lub model mogliby potknąć się o cokolwiek. Dlatego nasz komunikat często dookreślany jest przez to, co słyszalne, czyli muzykę.
Dziś wybieg najczęściej (nie twierdzę, że zawsze) ma kształt dobrze nam znanego podłużnego podestu. Dlaczego jest tak szczególny? Bo na scenie, przeważnie otoczonej z dwóch stron, pokazuje się odzież, niezwykła w odzież w ruchu, modelki i modele, animatorzy i animatorki wprawiają w ruch piękną ekspozycję, której nie wypada stać w muzeum czy w galerii sztuki, bo tylko w ruchu widać jej piękno. Dlatego hańba tym projektantom, którzy swoje dzieła sztuki pozostawiają bez ruchu, ich spoczynek umartwia je, a chód wprowadza w życie. Kostium przynależy do ciała, oczywiście niedanym jest nam nosić wszystkiego naraz, ale po to stworzenie żyje…
© 2009 Natalia Zielińska
verte.art.pl > Sztuka > Eseje >Teatralna prezentacja najnowszej sceny mody na jesień / zimę w trzech odsłonach (odsłona I)
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski