Wiek XX to bezsprzecznie wiek pełen kontrowersji i wieloznaczności jeśli o sztuce mowa. Sprawił bowiem, że zgubiliśmy orientację gdzie tak właściwie leży jej granica. Granica między artyzmem a zwykłą chęcią zwrócenia na siebie uwagi. Pojawił się też problem „bluźnierstwa” — czyli ponowoczesnego zmieszania sfer sacrum i profanum. Bo chociaż większość ludzi światłych przyjęła do wiadomości, że przyszło im żyć w czasach szalejącego postmodernizmu, to przeciętny zjadacz chleba nadal uważać będzie, że symbol religijny to świętość, której nie wolno szargać. Stąd wszelkie krzyże, Matki Boskie i Chrystusy winny być symbolem niepodzielnej i wiecznej władzy Kościoła, a nie przedmiotem „drwin” ludzi, którzy ośmielają nazywać siebie artystami itp. Tak myśli większość szanownych obywateli krajów katolickich, krajów systematycznie wydających na świat kolejne pokolenia dewotów. Ich postawa sama w sobie godna jest pożałowania i krytyki, gdyż najczęściej idzie w parze z hipokryzją afektowaną, lecz czasem — trzeba przyznać — religijne symbole wykorzystywane są nazbyt dowolnie w sztuce o zgoła odmiennym od „na chwałę Boga” celu. Czasem bowiem artyści istotnie tłumaczą się dość krzywo, „dorabiają” ideologię, aby mieć argumenty na swoją obronę (bo sztuka przestała chyba dzisiaj bronić się sama). Tylko krótko przytoczę kilka przykładów sztuki niskiej, bombardującej nas przy pomocy telewizji, aby potem wznieść się o stopień wyżej. Są zatem na przykład zespoły młodzieżowe, wykorzystujące, często zbyt nachalnie, religijne symbole w swych teledyskach. Jest więc na przykład sławetny „antychryst” Marilyn Manson i jemu podobni. Być może dogorywa jeszcze Metallica, o której trzeba tu wspomnieć, gdyż niepodzielnie wiąże się ona z właściwym tematem tych rozważań. Okładkę ich płyty „ReLoad” z 1997 roku „ozdobiła” bowiem fotografia amerykańskiego artysty — niejakiego Andresa Serrano. To właśnie na przykładzie jego twórczości śmiało dyskutować można o problemie tematyki religijnej w sztuce współczesnej. Co wolno, a czego już nie artyście? I gdzie leży granica?
Najbardziej znanym i chyba najbardziej obrazoburczym dziełem, czy też może — nieco ostrożniej — wytworem jest „Piss Christ” czyli fotografia krucyfiksu zanurzonego w urynie. Zdawać by się mogło, iż Serrano ma jakąś misję walki z hipokryzją. Jest przewrotny, jak przewrotni byli dadaiści: Dowcip polega na tym, że widz właściwie nie widzi nic szokującego. Osławione „Piss Christ” to bardzo estetyczna fotografia. Niewyraźny zarys krucyfiksu majaczy w złocistej przestrzeni przesyconej mistycznym wręcz światłem. Niejeden wikary w dobrej wierze mógłby powiesić taką pracę w kościele (…). Prowokacją jest dopiero podpis i informacja, jak rzecz została zrobiona.1 Przypuszczam, że Serrano obnaża w ten sposób mieszczańskie namolne konwenanse, podpuszcza widza, aby następnie go ośmieszyć. To czysta gra z odbiorcą. W głównej mierze — gra na emocjach. Na pierwszy rzut oka dzieło Serrano jawić by się mogło bowiem jako zwykła prowokacja. Lecz, gdy te rzeczone emocje już opadną, można by tak spróbować wdrożyć się w temat nieco głębiej, domniemać dość sprytnie zakodowanego sensu. Zacznijmy od początku.
Tandetny plastikowy krucyfiks był surowcem gotowym, jaki mógł łatwo zakupić Serrano w pierwszym lepszym sklepie z dewocjonaliami — takie licheńsko-świętolipkowe produkty, według mnie, rażą bardziej, niż omawiana tu sztuka bluźniercza, szczególnie, jeśli Chrystus wykonany jest z materiału fluorescencyjnego! Jest u Serrano mnóstwo z Marcela Duchampa i dyskursu, jaki otworzył Francuz swą „Moną Lisą”: Na zdjęciu „Piss Christ” w urynie znalazł się nie ukrzyżowany, lecz symbol i symbolicznie stosunek człowieka do świata wartości, czyli nie tylko sztuka chrześcijańska, ale sztuka w ogóle. W urynie nonsensu pogrążył się sam artysta.2 — autor tych słów, badacz kanonu kultury, Jerzy Marciniak postuluje dodatkowo umieszczenie w urynie popiersia samego Duchampa, koniecznie z domalowanymi wąsami, aby mnożyć kontrowersyjne byty w nieskończoność. Tylko po co? Wszystko zostało już udowodnione. Pod tym względem Serrano staje się nudny.
Oczywiście, jak większość współczesnych artystów, których własna sztuka pociągnęła w końcu do odpowiedzialności karno-sądowej, jak Dorotę Nieznalską na przykład, fotografik nasz również ma wytłumaczenie: W przeciwieństwie do nadrealistów, którym autentycznie zależało na ośmieszeniu i zdyskredytowaniu religii, Andres Serrano, Amerykanin latynoskiego pochodzenia, twierdził, że jest chrześcijaninem, a jego prace fotograficzne mają ożywić konwencjonalną i schematyczna wiarę współczesnych. W tym celu (…) sfotografował krucyfiks zanurzony w urynie („Piss Christ” — (…) najsłynniejsze ze „szczanych dzieł” Serrano, które obejmują jeszcze „Piss God”, „Piss Satan” czy „Piss Pope” z pływającym w moczu zdjęciem papieża). W intencji artysty dzieła te miały stanowić oskarżenie zinstytucjonalizowanej religii o odejście od ewangelicznych wartości, o sankcjonowanie przemocy i społecznego upośledzenia (…).3 Dalej podążając więc wcześniej podjętym tropem analogii z dadaistami: Serrano zdaje się wyrażać swoje rozczarowanie ponowoczesnością, podobnież jak jego poprzednicy wyrażali swoje głębokie rozczarowanie nowoczesnością, której następstwem była rzecz straszna — wojna. Być może zatem chodzi tu o jakieś ostrzeżenie przed kolejnym biczem bożym na rozpasane społeczeństwo? Może Serrano po prostu chce nas ostrzec? A jak inaczej zwrócić dziś na siebie uwagę, jeśli nie poprzez wzbudzenie kontrowersji?
Myślę, że to dobry czas na dywagacje na temat: co godzi (i dlaczego) w nasze uczucia religijne?. Nawet ateista bowiem, przy założeniu, że nie jest dewiantem ateistycznym, a jego brak wiary jest uzasadniony, wypowie się niepewnie o sztuce bluźnierczej w obliczu śmierci papieża. Tak Andresa Serrano „Piss Pope”, jak i na przykład głośny «papież przygnieciony meteorytem» Maurizia Cattelana są dziś nie na miejscu, przestają się bronić, stają się nieco niewygodne i już nie chce nam się z nich śmiać, ani też tłumaczyć sobie zamysł ich twórcy (nawet jeśli wcześniej zdawał się on być głęboki, mający nieść sensowne przesłanie — jak niegdysiejszy głośny manifest piosenkarki Sinéad O’Connor — czyli publiczne podarcie zdjęcia papieża w myśl zjednoczenia wiar i wyzwolenia ich spod nieuczciwej władzy zakłamanych instytucji kościelnych).
Zatem, po co to wszystko? Czy Adres Serrano w istocie ma nam jeszcze coś do powiedzenia? I czy można na to „coś” przystać? Największą zagadką jest tu niewątpliwie głęboka wiara chrześcijańska artysty. Fotografik ten na każdym kroku wyznaje bowiem, iż jest osobą bardzo wierzącą. I nie ma żadnych powodów, aby kłamać. „Piss Christ” nie może być zatem nawoływaniem do „oddawania moczu” na Chrystusa. Nie mówi też Serrano, jak wywnioskować można, sikam, mówi raczej: to wy sikacie — oto ile dla was znaczy dziś Bóg — ale faktycznie wykorzystany został przecież jego własny mocz! Zapętlone to strasznie i wieloznaczne, być może nawet niekonsekwentne. Może chciał więc Serrano skrytykować ogólną ignorancką wobec Chrystusa postawę ludzką, a może instytucjonalizm Kościoła? Tak, czy inaczej, należy zdać sobie sprawę z faktu, iż: gwałt zadany symbolowi jest zawsze jakąś konsekwencją lub wstępem do rzeczywistych zbrodni i relatywizmu moralnego.4 Jedynym zatem przesłaniem, jakie niesie twórczość omawianego tu fotografika, lecz przesłaniem nie bezpośrednio od niego pochodzącym, jest takie, że najzwyczajniej zniknął najmniejszy cień szacunku współczesnego człowieka do wszelkich symboli. Czy to wolność? Nie wiem, chyba nie do takiej wolności ludzie od wieków dążyli. Ta niezawisłość języka sztuki zbyt zrelatywizowała nasze spojrzenie na rzeczywistość, właściwie wykrzywiła je nieco. Nie ma już podziału na rzeczy czarne i rzeczy białe. Wszystko jest szare, względne. Żaden światły człowiek nie wypowie się zatem jednoznacznie na temat Serrano, nie oznajmi co dobre, a co złe. Sztuka postmodernistyczna wymyka się bowiem wszelkim klasyfikacjom. Śmiem przypuszczać, że to sytuacja nieodwracalna, że tak już pozostanie i w końcu wszelkie dyskusje staną się zbędne, bo bezcelowe i bezowocne.
© 2005 Emilia Walczak
verte.art.pl > Sztuka > Eseje > W 5 minut dookoła Andresa Serrano
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski