To, że płyty mają warstwy, wie każdy, nie tylko osoby zaznajomione z procesem ich produkcji. Jest przecież warstwa muzyczna, warstwa tekstowa (zazwyczaj) i… no właśnie. Dla niejednego odbiorcy na tych dwóch kontakt z płytami się kończy. Zapewne dlatego, że warstwa trzecia — plastyczna — w większości przypadków stanowi jedynie zbędny dodatek. Zdarzają się jednak płyty, których oprawa wizualna dostarcza równie intensywnych wrażeń, co sama muzyka i które z powodzeniem uznać można za doskonałą syntezę sztuk. Ktokolwiek uważa inaczej, ten prawdopodobnie nie słyszał (i nie widział) „OK Computer” Radiohead.
Bo „OK Computer” to płyta wyjątkowa nie tylko w sferze muzycznej. Albowiem zdobiące ją prace, stworzone wspólnym asumptem brytyjskiego malarza Stanleya Donwooda i lidera Radiohead Thoma Yorke’a, nie pełnią jedynie funkcji dekoracyjnej. Stanowią kolejny — po muzyce i tekście — środek przekazu, rozwijając wątki podejmowane w warstwie tekstowej i wprowadzając nowe. Co znamienne, teksty piosenek i grafiki w książeczce występują przemiennie, tworząc swego rodzaju tekstualno-plastyczny kolaż. Zabieg ten znacząco rzutuje na odbiór utworów z płyty, których tym samym nie sposób analizować w oderwaniu od warstwy plastycznej albumu. Nie mamy tu więc do czynienia z zabiegiem jedynie projektanckim (czy — jak kto woli — designerskim), lecz z artystycznym.
Obraz wyłaniający się z tego kolażu to swoisty pejzaż wielkomiejski — jeśli tematem grafik i piosenek nie jest miasto jako takie („Subterranean Homesick Alien”), to są nim przedmieścia, autostrady, perony, lotniska („Let Down”) bądź zespalające poszczególne odnogi miasta metro. Jeśli na którejś z prac pojawia się przyroda, to wkomponowana w przestrzeń miejską, nie wykraczająca poza przydzielony jej obszar skweru. Co znamienne, przestrzeń ma tu charakter konwencjonalny — nie oglądamy bowiem miasta, które istnieje gdzieś na Ziemi, lecz miasto-ideę z prospektów, planów i plakatów BHP rodem z lat 50. Składają się one na nowoczesny projekt miasta idealnego, stanowiącego spełnienie modernistycznych koncepcji ładu i postępu, którego mieszkańcy mieliby — w założeniu jego autorów — wieść idealne życie. Spójrzmy zatem, jak ono wygląda.
Bohaterowie zamieszkujący miasto z „OK Computer” — podobnie jak przyroda — są w nie wkomponowani, posłusznie okupując przydzieloną im przestrzeń. Są to ludzie spętani zakazami i nakazami, dręczeni chorobami cywilizacyjnymi, ślepo podążający drogą wyznaczaną przez korytarze i linie szos. W pośpiechu („The Tourist”), w rytm maszyn biurowych, podług instrukcji i harmonogramów, pod niebem wyznaczanym szczytami wieżowców — oto, jakie życie wiodą bohaterowie „OK Computer”, mówiący najsztuczniejszym ze wszystkich języków — esperanto. Stanowią oni tym samym modelowe produkty nowoczesnych społeczeństw — bezimienne i pozbawione twarzy wymienne części maszynerii państwowej, które można używać, wyrzucać lub niszczyć stosownie do potrzeb państwa.1 Tak samo zaprojektowane, jak budynki, terminale i ulice, które zaludniają.
Tym sposobem „OK Computer” wpisuje się w nurt ponowoczesnej krytyki nowoczesnych społeczeństw. Społeczeństw, w których jedyną miarą wartości człowieka jest jego wydajność, a posłuszeństwo jednostek pozyskiwane jest przez wyrabianie w nich stosownych odruchów warunkowych („Fitter Happier”), gdzie postęp polega na tym, że osoby ludzkie dobrowolnie przyjmują na siebie rolę mediów służących przekazywaniu anonimowych sił społecznych (…), ludzie zaś nieświadomi są, że gdy tak dają się sprowadzić do nieodpowiedzialnych narzędzi bezosobowych działań „społeczeństwa”, odzierają się ze swego człowieczeństwa.2 Nowoczesne społeczeństwa — zdaniem Donwooda i Yorke’a — to społeczeństwa realizujące swoje projekty kosztem suwerenności swych obywateli, stających się tym samym zakładnikami idei.
Jednakże — paradoksalnie — „OK Computer” to krytyka nie tylko czasów minionych. Bowiem Donwood i Yorke, mieszając w swych pracach estetykę plakatu z lat 50. z motywami współczesnymi, sugerują, że nowoczesne koncepcje ładu i postępu realizowane są także przez społeczeństwa ponowoczesne. A co za tym idzie, problem zniewolenia obywateli wciąż pozostaje aktualny — tyle tylko, że przejawia się już nie pod postacią totalitaryzmu w realiach społecznych, lecz w zawoalowanej formie wyścigu szczurów w realiach korporacyjnych („Paranoid Android”). Wszystko wskazuje więc na to, że ostrze krytyki Donwooda i Yorke’a skierowane jest na społeczeństwa jak najbardziej współczesne, pod wieloma względami wciąż głęboko zakorzenione w nowoczesności.
W niewątpliwie pesymistycznym przesłaniu „OK Computer” przebrzmiewa jednak drobna nutka optymizmu — Donwood i Yorke sugerują bowiem (jakby ku pokrzepieniu serc) możliwość ucieczki z ukazanego przez nich odhumanizowanego świata. Wystarczy zwolnić tempo („The Tourist”), wysiąść z rozbitego samochodu („Airbag”) i uciec poza miasto („Subterranean Homesick Alien”), z dala od zgiełku maszyn i cywilizacyjnego pędu, gdzie rytm życia wyznacza odwieczny porządek natury, a nieboskłon nie zna granic. Na co więc czekamy?
© 2006 Tomasz Kojder
verte.art.pl > Sztuka > Eseje > Winna nowoczesność
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski